Bułgaria trochę inaczej: Nesebar

Nie wiem, jak to się stało, że przez tyle lat nie pisałam wam za bardzo o mieście Nesebar. Może dlatego, że kojarzył mi się z folderem z biura podróży - turystyczny do tego trochę zbyt pocztówkowy, trochę zbyt polecany. Aż w końcu się złamałam. Nie byłam tu raz... ba byłam już w Nesebarze kilkukrotnie, ale pamiętam pierwszą wizytę i takiego doświadczenia życzę wam też w waszej pierwszej wizycie nad Bułgarską Riwerą w mieście Nesebar (lub pisanym Nessebyr).

Nesebar - widok

To miała być tylko krótka przerwa w drodze z Burgas do Warny, kolejna podróż bułgarska. Szybkie lody, kilka zdjęć, jazda dalej. A wyszło… jak zwykle wychodzi najbardziej niespodziewanie. Jak to zwykle bywa, kiedy człowiek coś planuje na szybko.

Pierwsze wrażenie? Figa... dosłownie wszędzie

Zaparkowaliśmy tuż za granicą starego miasta. Było wcześnie, sierpień, ledwo po 8:00 rano, a temperatura już zdążyła wspiąć się ponad 30 stopni. Weszłam w wąską uliczkę i pierwsze, co mnie uderzyło, to zapach. Ciepłe powietrze pachniało figą, kurzem i czymś jeszcze… czymś wilgotnym, jakby spod ziemi.

Na lewo cerkiew. Z tyłu kawiarnia z pergolą. A z przodu starszy mężczyzna w lnianej koszuli, który właśnie wystawiał skrzynki z figami. Takimi niedoskonałymi, lekko pękniętymi, miękkimi i soczystymi jakich nigdy nie kupicie w Polsce. Kupiłam dwie. Jedną zjadłam od razu. Drugą zostawiłam na później i zapomniałam w torebce. Oczywiście rozciapciała mi się na wszystko. Ale nie żałuję, bo zapach figowej torebki został trochę ze mną na dłużej.

Tu historia wylewa się ze ścian i z chodników

Cerkiew Chrystusa Pantokratora w Nesebar

Zabudowa to w dużej mierze domy z XIX wieku, ale wiele z nich stoi na ruinach trackich, rzymskich i bizantyjskich fundamentów. W jednej z tawern, z której uciekliśmy przed skwarem, serwowano rybę tuż obok pozostałości starożytnego muru miejskiego. W toalecie, niespodzianka, fragment kolumny.

Spacer bez planu, czyli jak prawie zgubiłam buta

Nie wzięłam mapy ani planu, a tak naprawdę bardzo dobrze się stało. W Nesebarze najlepiej jest się zgubić. Skręcasz w jedną uliczkę, masz wrażenie, że wchodzisz ludziom do ogródka. W drugiej trafiasz na mikrogalerię z ikonami, dalej sklepik z koronkami.

Był moment, kiedy jeden z pasków moich sandałów puścił. Zamiast panikować usiadłam na schodku przy cerkwi św. Paraskewy i zdjęłam oba buty. Tak już zostałam, bosymi stopami na rozgrzanym kamieniu.

Wino, które nie potrzebuje kieliszka

Knajpka w Nesebar - Vega

Starsza pani (w błękitnym fartuchu) podała nam domowe wino w karafce, zapytała czy chcemy spróbować lokalne. Dostałam porcelanowy kubek, który pamiętał lepsze czasy... ale to było najlepsze wino, jakie piłam w tym roku.

Na stole pojawiły się oliwki, chleb z oliwą i pasta z pieczonej papryki. Jedliśmy powoli, bo każdy kęs był jak cudny.

Wega - Nesebar jedzenie

„Madame, look here, real leather!”

Na jednym z zakrętów dałam się złapać panu, który z entuzjazmem sprzedawał „oryginalne bułgarskie torebki ze skóry”. Pokazał mi metkę: „Handmade in Bulgaria. 100% Plasticleater”. Tak, „plasticleater” pisane z błędem. Kupiłam. Torebka wytrzymała trzy dni. Ale wspomnienie – bezcenne.

Gdybym miała wrócić…

…to wróciłabym rano. Przed turystycznym hałasem. Weszłabym tą samą uliczką. Może kupiłabym więcej fig. Albo tylko usiadła na murku i patrzyła, jak miasto budzi się do życia.

Nesebar o poranku

Nesebar to nie atrakcja przypadkowa. Warto wejść na chwilę dłużej – stopami sprawdzić ciepło kamieni.

Dajcie znać, jeśli też macie takie miejsca, które zupełnie zaskoczyły was „po drodze”. Może Nesebar był na waszej liście od dawna? A może wciąż kojarzy się z wycieczką z biura podróży i nie wiecie, czy warto?

W kolejnym wpisie zabiorę was na spacer po bułgarskich rezerwatach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Adbox