Jak zorganizować wyjątkowe urodziny?

By 20:46

Postawiłam sobie za wysoko poprzeczkę. To fakt. W zeszłym roku urodziny mojego mężczyzny zorganizowałam na tip-top, a teraz znowu stanęłam przed tym zadaniem (ale o tym później), mając świadomość, że już niewiele może przyćmić wspomnienie tamtego dnia.

Rok temu "spałam" z tym tematem kilka nocy wczesnomajowych, choć K. urodziny obchodzi dopiero na poczatku czerwca. Byliśmy wtedy ze sobą aż lub dopiero 4 miesiące licząc od 14 lutego. Tak to jest - jesteś z osobą, spędzacie razem sporo czasu, ale gdy przychodzi ta decydująca chwila, to stoisz z pustymi zwojami mózgowymi pokrzykującymi : „co tu kupić, co tu właściwie kupić?!”. Można poszukać w google, można spojrzeć u mnie na ściągę najlepszych prezentów dla chłopaka, ale prawda jest taka, że chcesz podarować ukochanemu coś wyjątkowego, niezapomnianego, a co najważniejsze indywidualnego! 

Moje nocne przebłyski geniuszu, jak i przyjaźń z wyszukiwarką zaowocowały. Zrezygnowałam z kupnego prezentu. Wynikało to trochę z mojej filozofii – w życiu lepiej otaczać się ludźmi i doświadczeniami niż przedmiotami. Postanowiłam K. zorganizować dzień jego urodzin. Plan był skomplikowany w swojej prostocie, gdyż spędzając tyle czasu razem – na uczelni i poza nią trudno utrzymać coś w sekrecie.  

Rano przyjechałam do K. na śniadanie i choć poranek nam się przedłużył to przed 11 ruszyliśmy w kierunku pierwszego punktu niespodzianki, czyli na bowling na wynajętym przeze mnie torze w poznańskim Niku. Na miejscu mieli z tortem czekać nasi przyjaciele i znajomi z roku, zorganizowani dzięki tajnemu wydarzeniu na fb - przecież na uczelni nie mieliśmy jak rozmawiać ;) Głuchnięcie i moja przyjaciółka już wiedziała, że ma zapalić świeczki. Ta część, jak to bywa w słoneczny, wietrzny, dzień przy stolikach przed budynkiem, udała się prawie idealnie. Byłoby idealnie, gdyby mój mężczyzna miał trochę mniej niż 20 świeczek do upilnowania. Otrzymał oprawioną w antyramę okładkę handmade Men’s Healtha, a po zjedzonym torcie skoczyliśmy na ponad godzinną grę kręgle. 

Kolejnym punktem miał być „bardzo romantyczny obiad dla dwojga”. Zresztą było to praktyczne podejście, gdyż czerwcową sobotę wszyscy chcieli jednocześnie spędzać w trybie sesyjnym. Mieliśmy spacerkiem wracać do domu – on krótkie spodenki, czerwony t-shirt, ja w sukience ( K. uważa, że noszę ich zdecydowanie za mało). Do tego jeszcze w maju uznałam, że sprawię sobie prezent z okazji jego urodzin i kupiłam turkusową bieliznę marks&spencer Słowem ubrani lekko i przewiewnie. 

W drodze do domu zaczęło padać. Przemoknięta i jednocześnie trochę za duża sukienka pod ciężarem wody postanowiła zsunąć się zdecydowanie za nisko. Prezent pod spodem, został za szybko zauważony, przy warunkach atmosferycznych mało atrakcyjnych, ale cóż... tak w życiu bywa. Dotarliśmy – „bardzo romantycznym obiadem dla dwojga” była najlepsza pizza w Poznaniu – Trivioli kurkowa z kurczakiem ( mmm…yummi! ). Z nią też udało się ...prawie. Prawie, gdyby pizzeria zauważyła zamówienie online. Gdy ja suszyłam się otulona kocem na łóżku K., on po swój prezent zdecydował się pojechać sam... rowerem... w deszcz. Pizza nie była nawet w planach robienia przez obsługę. Plus taki, dostał milion przeprosin i naszą pizzę za darmo. W planach miałam jeszcze kino, ale byliśmy tak wykończeni, że je sobie odpuściliśmy na rzecz ciepła domu i dobrego seansu z laptopa. Na zakończenie dnia, po zmroku pojechaliśmy nad Wartę, pod most Rocha, z 20 chińskimi lampionami  (przechowywała je nasza kumpela, która mieszka tuż obok, aby K. nic nie podejrzewał).

Pocałunek nocą pod mostem Rocha jest po prostu magiczny. 




Zobacz również:

11 komentarze

  1. WOW, nieźle się czyta wspomnienia o takim dniu a co dopiero go przeżywać ;) Podziwiam pomysł i konsekwencje w realizacji i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. ta tivioli na Naramowicach, ale pierwszą pizzę kurkową jadłam właśnie na Czecha - była świetna

      Usuń
  3. Świetny wpis!
    http://przystannatalii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Napiszę notke z relacją z warszawy, ja w tym roku niestety nie mogłam sie wybrać... ale mam zlamane serce z tego powodu.
    A prezent fenomenalny, równiez popieram rozdawanie miłych chwil, a nie drogich przedmiotów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warszawa, naprawdę super! Zresztą zmotywowałam się i napisała relację ;D

      Usuń
  5. Byłam pod mostem św. Rocha! Jest super! :)

    http://natalla-blog.blogspot.com/2014/06/summer-with-sheinside.html
    POKLIKASZ U MNIE W LINKI? PROSZĘ!!! BARDZO MI POMOŻESZ! I SPRAWISZ, ŻE POJAWI SIĘ UŚMIECH NA MOJEJ TWARZY!!! -> :)
    MIEJ SERDUSZKO! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jak większość dziewczyn liczysz na ciuszki od nich, ale to mało uczciwa "marka". Oferują ubrania produkowane za grosze chińskiego taobao (średnio na polskie 5-25zł -> 1¥ chiński to 45gr ) sprzedając je po europejskich cenach. Do tego mając taką klientelę nie raz pozwolili sobie na body-shaming blogerek, których kandydaturę zaakceptowali - gdy one zrobiły im reklamę, odpowiedzieli, że ich wymiary zaszkodziłby wizerunkowi firmy. Nie na tym polega marketing. Próbuj jak chcesz, ale ja nie popieram ich działań :p

      Usuń
  6. Tylko pozazdrościć takiego dnia. Można rzec - je też tak chcę... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wbrew pozorom bardzo wiele chwil można zorganizować, albo wręcz przeciwnie - pójść na spontan :D wspomnienia nic nie kosztują!

      Usuń
  7. Świetny wpis.
    Uwielbiam spontany- takie sa najlepsze. ;)

    OdpowiedzUsuń