Co się dzieje bez internetu

Brak internetu to współczesna katastrofa.

A gdyby zniknął na stałe? Brrr... nie chcę sobie tego wyobrażać.
Wystarczy, że od wtorku zeszłego tygodnia ( z przerwą weekend w domu ), to już kolejny mój dzień bez normalnego podłączenia.
A zaczęło się niewinnie. Młoda (jak to zwykle starsze rodzeństwo nazywa młodsze) wykończyła mój niemały transfer blueconnect. Niemały, bo 10GB miesięcznego przydziału starczyło mi z nawiązką do otwierania fb, skype, googlownia, pisania na blogu, korzystania z yt czy wszystkiego innego, co jeszcze po drodze się nawinęło.
No tak, aż do zeszłego tygodnia gdy moja siostra sprawiła, iż transfer znikł ... do absolutnego zera. Dzięki blokadzie abonamentu może nie nabiła dodatkowych studenckich wydatków , ale skutecznie pozbawiła nas kontaktu ze światem. Liczyłam, że "do pierwszego". Przeliczyłam się. Tylko o jakieś 10dni ...

Następstwami tego zdarzenia okazały się :
  • permanentnie umyte talerze,
  • 4krotnie zwiększony czas przebywania w łazience
  • czy moja "podróż" do biedronki.

Ta "podróż" określa raczej stan chęci, a nie drogi, która maksymalnie zajmuje 10minut przy przeciwnym wietrze i czerwonych światłach na wszelkich (trzech) przejściach dla pieszych.

Niczym hobbit ( wzrostem to by się nawet zgadzało ) przekroczyłam próg domu aby rozpocząć moją przygodę.


Już na wstępie ostrzegam i rozwiewam możliwe wątpliwości. Mój mały blog nie dostał żadnej propozycji współpracy, a względne nagromadzenie ciepłych słów wynika chyba z zaskoczenia mojego i mojego portfela. Aż ciśnie się na usta zaśpiew z reklamy "daj się zaskoczyć jakością biedronki...". Swoją drogą biedronkowe reklamy kojarzyły mi się bardzo pozytywnie ( "Wy jeszcze w mundurkach? Rozbierać się..! No, dobra, dzisiaj wam się upiecze" - świetna gra słowna, brawa dla autorów ) w przeciwieństwie do samej marki.

Może mój sceptycyzm wynikał ze skojarzenia, że tańsze produkty "wyprodukowane dla biedronki" muszą być gorsze ( choć nie są gorsze od innych produktów jednej flagi np. tesco ), albo wpadki projektanckich sukienek.
Jedno i drugie jest poniekąd prawdą. Biedronkowy majonez jest niezaprzeczalnie o-brzy-dli-wy i warto dopłacić do stojącego obok winiary. Ale już na mozzarellę złego słowa nie powiem. Trudno mi też zamarudzić, że rukola z promocji za 0,89 zł jest trochę pognieciona przez wgniecione opakowanie, bo w gruncie rzeczy była świeża i smaczna. Sprawa sukienek studentów łódzkiego ASP miała potencjał marketingowy, a została niedopracowana  i tyle.

W "biedrze" trwa akcja forma na wiosnę. Skoro już trwa moje zdrowe odchudzanie, to czemu by nie przyjrzeć się temu bliżej.
Kolorowa gazetka przyciągnęła mój wzrok i tak powstała lista koniecznie niezbędnych mi do życia rzeczy - głównie błonnikowego śrutu...którego niestety nie znalazłam w mojej biedronce. Nic dziwnego "podróżowałam" w okolicy 21, więc możliwe, że zostałam wyprzedzona. Wyszłam niepocieszona zwłaszcza, że w między czasie napaliłam się jak dziecko na pojemnik sałatkowy i shaker z miarką.
Wizyta w kolejnej, była bardziej udana.
Nie, nie tego samego dnia - nie byłam aż tak zawzięta.
Przy kolejnej okazji, robiąc zakupy z chłopakiem, zrobiłam sobie zapas zdrowego żarełka. Punktem kluczowym było muesli sante z jagodami Goji za 4,99. Takie same kupuję w Piotrze i Pawle za 7,90!!!


I tak właśnie dotarłam do domu z torbą pełną śrutu - muesli i otrębów oraz dwoma opakowaniami kaszy jaglanej. Ta też ma swoją historię - mój chłopak zauważył ją i choć nie wiedział co kupuje zaopatrzył się i mnie również. Dzień później ani jednego opakowania nie było.

Zostałam niesamowicie zaskoczona - produkty tak samo dostępne w innych sklepach za cenę bardzo przyjazną. Przecież wartość mojego stołu nie przekroczyła razem 25 zł! Na trzech opakowaniach muesli 9zł zyskałam. Co do pojemnika i shakera.... jeszcze po was wrócę.

9 komentarzy:

  1. Bardzo lubię te otręby z śliwkami, pyszne są :) Masz słodziacki wygląd bloga i te działy tematyczne, też świetne :)

    pozdrawiam http://fanaforce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo, uwielbiam tą piosenkę.
    bardzo ładny blog, podoba mi się :)

    Serdecznie zapraszam cię na mojego bloga: http://h-ss-s.blogspot.de/
    Mam nadzieję, że będzie ci się on podobał i zostawisz komentarz.
    Buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo widziałam to muesli w biedronce, nie kupiłam tylko dlatego, ze w szafce stoi jeszcze jedna niezjedzona paczka. Ale ma genialny skład, to trzeba przyznać :) Biedronka jest super, można się tam obkupić za grosze ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam internet na limit, od niedawna mam 19GB, a miałem 3GB, więc wyobraź sobie jaka musiała być wojna kto pierwszy przysiądzie na komputerze od pierwszego dnia miesiąca... po paru dniach internet 'sflaczał' i nie dało się nic robić. Nie wyobrażam sobie życia bez internetu.

    HUBSOOO.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam bardzo słabe połączenie w akademiku i przyznam, że trudno funkcjonować :| Muszę udać się do Biedronki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ohh nie jak nie ma internetu to ja wręcz wariuję xD Ciekawa wyprawa do biedronki :D
    Pozdrawiam serdecznie ^^
    pusta-szklanka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. ja bez internetu to jak bez ręki xD
    http://sweet-and-sour-bun.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Też kupiłam musli z jagodami i otręby granulowane! Otręby zdecydowanie smaczniejsze, ale poniekąd bardziej chemiczne :P

    OdpowiedzUsuń

Adbox