Spływ kajakowy Krutynią: poradnik dla początkujących (czyli co wiedzieć przed pierwszym wiosłowaniem)

Pierwszy raz na kajaku może być romatnyczny... tzn podobno może być! Ale... rzeczywistość ma dla nas różne plany! W moim wypadku pierwsze wiosłowanie było maju albo czerwcu, uczciwie już nie pamiętam. 

Słońce, woda jak lustro, ja w czapce, delikatnie muskająca taflę rzeki wiosłem. W głowie miałam obraz z folderu turystycznego.


Rzeczywistość? 

Więc powiem tak, po 3 godzinach ręce jak żelki haribo, zaczęły drgać raz po raz gdy zacisnęłam dłoń na wiośle. Chociaż mój kajakowy partner dawał z siebie za nas dwoje, po 4.5 godziny moje mięśnie miały coś bliżej waty. Spokojnie... ale dopłynęliśmy do celu! Natomiast lekcja z tego jest dość cenna i nią się dzisiaj z wami podzielę!

U celu - wieczorem ognisko, chleb, kiełbasa (oczywiście dla mnie wege) można było na chwilę zapomnieć o wysiłku. Odczuć odprężającą moc prysznica na campingu. Ale w nocy dramat. Ramiona bolały tak, że nie mogłam przewrócić się z boku na bok. Plecy pulsowały. Brzuch lekko ciągnął, nogi właściwie w porządku, ale góra ciała? 

NAJGORSZE ZAKWASY EVER.

A mimo to kilka miesięcy później znowu przeglądałam trasy na Krutyni, bo coś w tym wiosłowaniu wciąga.


Dziś opowiem Wam, jak przygotować się do pierwszego spływu, żeby było pięknie… i żebyś następnego dnia mogła jednak podnieść kubek z kawą.

Krutynia na pierwszy raz? Tak. Ale…

Krutynia jest jedną z najpiękniejszych i najspokojniejszych rzek w Polsce. Woda momentami tak przejrzysta, że widzisz rośliny pod powierzchnią. Trzciny, zakręty, cisza przerywana tylko pluskiem wiosła.

Brzmi sielsko i takie właśnie jest. Ale nikt nie mówi, że nawet spokojna rzeka potrafi tak bardzo zmęczyć.

Jeśli myślisz o pierwszym spływie, warto postawić na sprawdzoną trasę i dobrego organizatora spływów kajakowych, który ogarnie logistykę, transport i podpowie, który odcinek będzie najlepszy dla początkujących. Ja korzystałam ze strony z informacjami o spływach kajakowych Krutynią i oszczędziło mi to sporo chaosu przy planowaniu.

Kolejna rzecz to partner w kajaku. Oczywiście, można popłynąć kajakiem w dwie niedoświadczone osoby. No można. Ale po co?  Wystarczy jeden silniejszy podmuch wiatru i zaczyna się nerwowe "wiosłuj z lewej!", "nie, z prawej!", a kajak i tak kręci się w kółko jak obrażony, a wy kończycie na mokro w wodzie. Przyznam, że po zaledwie 2 takich manewrach bardziej bolały mnie emocje (tzn przestrzenie międzyżebrowe, bo odpaliły mi się nerwobóle z przerażenia) niż ramiona, więc jeśli możesz, to wybierz kogoś, kto już wie, jak nie walczyć z rzeką, tylko z nią współpracować. A minimum to siadaj w kajaku z dobrze umięśnionym kolegą 😊


Czego nie mówi się przed pierwszym wiosłowaniem

1. Ręce pracują bardziej niż myślisz

Człowiek myśli: „przecież to tylko siedzenie i machanie wiosłem”.

Ha!

Największą pracę robią ramiona, barki i plecy. Jeśli na co dzień Twoja aktywność to szybki marsz do auta i podnoszenie zakupów, poczujesz różnicę. Ja pierwszego dnia wiosłowałam za mocno. Za szybko. Jakbym brała udział w zawodach, a nie w rekreacyjnym spływie.

Dziś zrobiłabym inaczej:

  • krótszy odcinek na start,
  • spokojne tempo,
  • przerwy co godzinę,
  • rozciąganie wieczorem (tak, wiem, brzmi poważnie, ale działa).

2. Technika ma znaczenie

Dobre trzymanie wiosła to połowa sukcesu. Nie chodzi o siłę, tylko o ruch całego tułowia. Gdy pracują plecy, a nie same ręce, zmęczenie jest mniejsze.

Przyznam, że na początku machałam jak wiatrak w upalny dzień. Dopiero później ktoś mi pokazał, że można płynąć spokojniej i… skuteczniej.

Warto przed startem zapytać obsługę o kilka wskazówek. Czasem jedno zdanie zmienia komfort całego dnia.


Co zabrać, żeby nie cierpieć (nie tylko z powodu zakwasów)

Minimalizm w kajaku jest kluczowy, ale są rzeczy, które trzeba mieć:

  • krem z filtrem,
  • czapka z daszkiem albo kapelusz,
  • butelka wody pod ręką,
  • lekka bluza na wieczór,
  • mała poduszka pod plecy (docenisz po kilku godzinach).

I jeszcze jedno, nie planuj 20 kilometrów pierwszego dnia.  Lepiej zejść z wody z niedosytem niż z przekonaniem, że już nigdy więcej.

Co z dziećmi?

Krutynia jest świetna dla rodzin. Spokojny nurt, dużo miejsc na przerwy, pomosty, łąki. Dzieci szybko łapią rytm, a pluskanie w wodzie to dla nich większa atrakcja niż niejeden park rozrywki.

Ważne, żeby:

  • dopasować długość trasy do wieku dziecka,
  • robić częste postoje,
  • nie spinać się, że „musimy dopłynąć do konkretnej godziny”.

Kajaki uczą cierpliwości. I trochę pokory.

Noc po spływie

Muszę wrócić do tego momentu, bo on jest częścią całej historii.

Leżę w śpiworze. Cisza. Mazurskie powietrze wpada przez uchyloną siatkę w namiocie. I ja, próbująca obrócić się na drugi bok bez jęku.

Rano podnoszę rękę, żeby uczesać włosy. Krzyk aaaałaaaaa, OMG jaki BÓL. Śmiech przez łzy. Myśl: "kto mnie namówił?".

Potem wychodzę na zewnątrz. Mgła nad rzeką. Zapach wody. Spokój, którego nie czuję w mieście od miesięcy.

I już wiem, że wrócę.

Dlaczego mimo wszystko warto

Spływ kajakowy Krutynią nie jest tylko aktywnością fizyczną, zdecydowanie daje coś więcej. To fajne energiczne wytrzepanie się z emocji. Wyciąga z głowy nadmiar myśli. Pokazuje, że można przez kilka godzin nie sprawdzać telefonu, a świat się nie zawali.

Co do bólu .. hmm... zakwasy mijają po dwóch dniach, za to wspomnienia zostają dużo dłużej.

Jeśli planujesz pierwszy raz, zrób to po swojemu. Z dobrym planem i trasą dopasowaną do możliwości. A kiedy następnego dnia poczujesz ramiona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej… uśmiechnij się.

Prawdopodobnie właśnie złapałaś bakcyla.

Daj znać, czy też miałaś takie zakwasy po pierwszym spływie, czy tylko ja zrobiłam z wiosłowania trening życia 😉

3 komentarze :

  1. Pasja dająca dużo frajdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam, naprawdę daje ogromnie dużo przyjemności, ale do pierwszego razu naprawdę trzeba się dobrze przygotować!

      Usuń
  2. Bardzo przydatny poradnik. Ja byłam tylko raz na kajaku i to raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz