Jak idą moje przygotowania do pierwszego ćwierć maratonu? Treningowe podsumowanie

Od rozpoczęcia roku szkolnego dni mijają mi w niesamowitym tempie ledwo był 1 września i odprowadzałam kuzynki na pierwszy dzwonek. Czasami mam wrażenie, że dopiero wstaję, a już trzeba kłaść się spać i praca wzywa. Mimo to staram się dobrze organizować swoje obowiązki i nie rezygnować z treningów.

Niedawno podjęłam decyzję o rozpoczęciu przygotowań do ćwieć maratonu a docelowo do pół maratonu. Początkowo nie wiedziałam, jak mój organizm zareaguje na większą liczbę kilometrów, ale jak na razie wszystko układa się naprawdę dobrze. W ciągu ostatniego tygodnia przebiegłam łącznie 14 km. Na obecnym etapie jest to prawdopodobnie maksymalny dystans, jaki mogę rozsądnie zmieścić w swoim planie.

Bardzo dobrze sprawdzają się również moje Nike Lunarglide. Biega mi się w nich tak wygodnie, że chyba pozostanę wierna temu modelowi jeszcze przez długi czas. Chociaż robi się zimno i pewnie będzie potrzebne połączenie ich z leginsami. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że nie odczuwam żadnych problemów ze stawami. Mięśnie także dobrze znoszą bieganie, w czym prawdopodobnie pomaga mi regularny trening siłowy wykonywany metodą split.

Największym wyzwaniem jest obecnie czas. Im więcej biegam, tym dłużej trwają moje treningi. Zdarzają się dni, kiedy trudno mi zebrać się i wyjść z domu, szczególnie gdy na zewnątrz robi się chłodno i pracy mam tyle, że nie wiadomo w co włożyć ręce. Ostatecznie zwykle wygrywa motywacja w postaci chłopaka - razem łatwiej się zebrać. Wiem, że jeszcze nigdy nie wróciłam z treningu w gorszym nastroju, niż na niego wychodziłam.

Jedyną rzeczą, która mogłaby mnie skutecznie zatrzymać, jest choroba. Co ciekawe, odkąd regularnie biegam, właściwie przestałam chorować :) Odpukać, bo idzie jesień i sezon grypowy

Trening siłowy również idzie zgodnie z planem. Przyzwyczaiłam się już do nowych hantli, gryfów i maszyn. Sprzęt różni się od tego, którego używałam wcześniej, dlatego w niektórych ćwiczeniach musiałam zmniejszyć obciążenie. Najbardziej odczułam to podczas martwego ciągu.

Dużą zaletą nowej siłowni jest ilość dostępnego miejsca. Mogę spokojnie wykonywać ćwiczenia na brzuch i nie muszę czekać, aż zwolni się potrzebny sprzęt. Jeśli mam ochotę pobiegać na bieżni, do wyboru jest aż 15 urządzeń.

Mój ostatni trening nóg wyglądał następująco:

Przysiad:
10 × gryf
10 × 15 kg
10 × 20 kg
10 × 30 kg
Do podanego obciążenia należy doliczyć gryf ważący 22 kg.

Martwy ciąg na prostych nogach:
12 × 20 kg
10 × 30 kg
10 × 30 kg
8 × 35 kg
8 × 35 kg
Do podanego obciążenia należy doliczyć gryf ważący 22 kg.

Wykroki:
10 × 8 kg
10 × 10 kg
10 × 10 kg
10 × 10 kg
Obciążenie podane na jedną rękę.

Wypychanie nóg na suwnicy:
12 × sama maszyna
12 × 20 kg
10 × 30 kg
10 × 30 kg
Sama maszyna waży dodatkowo około 20 kg.

Wspięcia na palce na maszynie:
4 serie po 12 powtórzeń z obciążeniem 50 kg.

Na zakończenie wykonałam jeszcze ćwiczenia na brzuch.

Z całego zestawu najbardziej polubiłam wypychanie nóg na suwnicy. Po kilku seriach naprawdę mocno czuję pracę mięśni i mam wrażenie, że to ćwiczenie dobrze czuć nogi

Zupełnie odwrotnie wygląda moja relacja z wykrokami. Coraz mniej je lubię i prawdopodobnie właśnie dlatego od pewnego czasu nie zwiększam w nich obciążenia. Prędzej czy później zastąpię je przysiadami bułgarskimi. Podejrzewam, że nie będą łatwiejsze, ale przynajmniej wprowadzą do treningu trochę odmiany.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz