Jak oszczędzać pieniądze na jedzeniu podczas podróży lub w domu
Oszczędzanie w podróży nadal jest traktowane jak niszowa umiejętność, choć właśnie na jedzeniu najłatwiej przepalić budżet. Rachunki za obiady rosną błyskawicznie, szczególnie gdy płacisz w obcej walucie i przez chwilę udajesz, że przecież "to tylko kawa i coś małego". Nie, to zwykle nie jest tylko kawa i coś małego.
Gdy później przeglądasz wydatki, nagle wychodzi, że największe straty nie poszły na bilety ani noclegi, tylko na jedzenie, napoje i spontaniczne zachcianki. Zwłaszcza jeśli lubisz próbować lokalnych smaków, temat robi się bardzo konkretny.
Dzieci wracają do szkoły, a dla mnie to dobry moment, żeby polować na wakacje last minute.
Gotowanie w domu, jedzenie na mieście, testowanie lokalnych knajp w podróży, rodzinne wyjścia, przekąski "na szybko" - wszystko razem potrafi zrobić w budżecie całkiem konkretny bałagan. Da się to jednak ogarnąć bez życia o suchym pieczywie.
Najlepsze sposoby na oszczędzanie na jedzeniu w podróży
Jedzenie i napoje należą do tych wydatków, które w czasie wyjazdu rosną po cichu. Kilka pozornie drobnych decyzji dziennie i nagle okazuje się, że na same posiłki poszła kwota, za którą spokojnie można było dorzucić kolejną noc albo lepszy hotel.
Zanim wyjedziesz, zrób rozeznanie
Przed podróżą sprawdź, jakie są ceny w miejscu, do którego jedziesz. Zerknij na restauracje, menu, średnie ceny dań głównych, opłacalność zestawów i koszt jedzenia dla dzieci. Warto też zobaczyć, czy akurat nie trwa jakaś akcja promocyjna, na przykład tydzień restauracji albo lokalne zniżki.
Dobrze też przejrzeć okolice noclegu i zapisać sobie sensowne adresy. Przydają się aplikacje restauracji, kupony rabatowe, programy lojalnościowe i newslettery, które czasem dają jednorazowy kod zniżkowy. Groupon czy lokalne odpowiedniki też potrafią zaskoczyć, choć nie zawsze pozytywnie, więc lepiej patrzeć, co dokładnie obejmuje oferta.
Wybieraj mądrze miejsce zakwaterowania
Pokój z lodówką i mikrofalówką daje większą swobodę, niż mogłoby się wydawać. Możesz kupić wodę, jogurty, napoje, przekąski, gotowe śniadania, coś na kolację i nie być skazaną na każde wyjście do restauracji. Przy wyjeździe za granicę dobrze wcześniej sprawdzić, czy w pobliżu jest dyskont albo większy market.
Wiele hoteli oferuje śniadania w cenie i tutaj naprawdę warto policzyć, czy to się opłaca. Porządny bufet rano często załatwia temat na kilka godzin. Czasem da się też przygotować coś na później z dostępnych produktów, tylko lepiej robić to z wyczuciem, a nie z energią człowieka, który właśnie organizuje zaopatrzenie dla pół kolonii.
Opcje typu all inclusive też mają sens, ale wyłącznie wtedy, gdy naprawdę zamierzasz z nich korzystać. Płacenie za pełne wyżywienie i ciągłe jedzenie poza hotelem jest finansowo średnio błyskotliwe.
Postaw na obfity obiad i lekką kolację
Menu lunchowe bywa znacznie tańsze niż wieczorne, mimo że jedzenie często jest bardzo podobne. Najlepiej szukać miejsc trochę dalej od głównych deptaków, bliżej biurowców albo w bocznych ulicach, gdzie jedzą miejscowi, a nie wyłącznie ludzie z opaską hotelową na nadgarstku.
Gdy trafisz na późny lunch w dobrej cenie, masz szansę zjeść porządnie i potem ograniczyć kolację do czegoś lekkiego. Taki układ jest zwykle korzystniejszy dla budżetu niż dwa pełne wyjścia do restauracji w ciągu dnia.
Wykorzystaj happy hour i promocje early bird
Promocje godzinowe nadal działają i nadal są jednym z prostszych sposobów na ograniczenie wydatków. Warto też bez skrępowania prosić o zapakowanie reszty jedzenia. Porcje w wielu miejscach są większe, niż człowiek realnie potrzebuje, więc przejedzenie nie daje żadnej nagrody poza ciężarem w żołądku i lekką irytacją.
Szukaj bufetów
Bufety bywają dobrą opcją, gdy chcesz spróbować kilku rzeczy i zjeść konkretnie za jedną cenę. Zwykle nie można zabierać jedzenia ze sobą, ale nadal jest to sensowny wybór, jeśli zależy Ci na sytym posiłku bez zamawiania kilku dań osobno.
Dobrze się spakuj
Ten punkt brzmi banalnie, ale w praktyce daje bardzo konkretne oszczędności.
Przed wyjazdem warto kupić kilka prostych przekąsek: batoniki zbożowe, orzechy, wafle, suszone owoce albo inne rzeczy, które dobrze znoszą transport. Nie chodzi o robienie zapasów jak na koniec świata, tylko o ograniczenie sytuacji, w których głód zmusza Cię do kupowania byle czego w najdroższym możliwym miejscu.
- Weź butelkę wielokrotnego użytku i uzupełniaj wodę tam, gdzie to możliwe.
- Miej przy sobie orzechy albo drobne przekąski, które szybko ratują sytuację w trasie.
- Kup pieczywo i coś trwałego do środka, na przykład masło orzechowe.
- Pakuj jedzenie do plecaka lub śniadaniówki, zamiast liczyć, że zawsze po drodze będzie coś sensownego.
- Jeśli pijesz kawę, zabierz termos lub kubek termiczny.
- Przydają się składane pojemniki na resztki z bufetu albo restauracji.
Unikaj napojów z menu
Jedzenie potrafi być tanie, a napoje absurdalnie drogie. Szczególnie w ciepłych krajach restauracje bardzo dobrze wiedzą, że spragniony turysta zapłaci prawie wszystko, byle tylko dostać coś zimnego.
Woda to podstawa, a jeśli masz ochotę na coś więcej, dobrze chwilę się zastanowić, czy naprawdę chcesz płacić kilka razy więcej za sok, colę albo kawę niż w sklepie obok. Przy podróży z dziećmi różnica robi się jeszcze większa.
Przy alkoholu sytuacja wygląda podobnie. Koktajle zwykle kosztują najwięcej, więc piwo albo wino częściej wychodzą rozsądniej. Dobrze też pamiętać o wodzie między drinkami, bo kolejny dzień wakacji bywa mniej przyjemny, gdy rachunek i samopoczucie uderzają jednocześnie.
Zapytaj lokalsów
Personel hotelowy, właściciele apartamentów i miejscowi zwykle wiedzą, gdzie da się zjeść dobrze i bez płacenia wyłącznie za widok albo adres. Takie rekomendacje często są więcej warte niż pierwsza strona wyników w Google, która zwykle prowadzi tam, gdzie prowadzi cały internet.
Dobrze sprawdzają się też lokalne grupy na Facebooku. Czasem jedno sensowne pytanie przed wyjazdem pozwala ominąć kilka drogich i przeciętnych miejsc.
Pytania do lokalsów zawsze dają zamierzony efekt.
OdpowiedzUsuń