Wyzwanie 20 dni do Gwiazdki #1

Chcę zakończyć ten rok z poczuciem, że jestem gotowa, by 2025 był lepszy niż 2024. Dlatego postanowiłam rzucić sobie wyzwanie - trochę inne niż zwykle - a Was zaprosić do towarzystwa.

Będę przez cały grudzień krok po kroku coś sobie dorzucać do moich planów, by wejść w 2025 na czysto, a zerwać z tym, co mnie drażni.

Może kogoś też zainteresuje?

Grudniowe wyzwanie i plan porządków w szafie

20 dni do świąt - wyzwanie grudniowe #1: „Nie mam się w co ubrać”

Dziś zaczynam od tematu, który wkurza mnie od lat: „Nie mam się w co ubrać”.

W końcu nie mam się w co ubrać

No właśnie - kto z nas tego nie mówił, stojąc przed szafą pełną rzeczy? Tyle że u mnie to zdanie ma nowy sens: nie mam się w co ubrać, bo mam za dużo ubrań, których... w ogóle nie noszę.

Są tam ciuchy, które kiedyś lubiłam, ale przestały być w moim stylu. Są takie, które kupiłam w lumpeksie, bo cena była świetna, ale po powrocie do domu przestały mi się podobać. Są też ubrania, które teoretycznie „czekają na lepsze czasy” - wiecie, aż schudnę lub zmienię gust. Ale ile można czekać?

Wiem, że second handy potrafią wciągnąć bardziej niż rozsądek. Pisałam już o tym, dlaczego second handy są najlepsze, ale nawet największa miłość do lumpeksów nie usprawiedliwia szafy, która wygląda jak magazyn przypadkowych decyzji.

Domowe dylematy

Zawsze dzieliłam ubrania na te „do chodzenia po domu”, „do wyjścia” i „na specjalne okazje”. Wyniosłam to jeszcze z domu, bo lata 90. uczyły nas wielu praktycznych zasad…

Problem w tym, że te domowe to często stare, znoszone rzeczy, których wstydziłabym się, gdyby nagle wybuchł pożar i musiałabym wybiec na ulicę. Dlaczego więc w ogóle je trzymam?

Wyobrażacie to sobie, jesteście w swoich wytartych jeansach z dziurą w kroku, które od kilku prań już mają więcej prześwitów niż nitek…

Postanowiłam to zmienić. Domowe ubrania mogą być wygodne, ale nie muszą być dziurawe ani takie, których nie chciałabym pokazać sąsiadom. Wolę mieć zwykły bawełniany dres, który sprawdzi się i w domu, i na szybki spacer z psem, i na siłownię, niż stos rzeczy „na wszelki wypadek”.

Wiem, co mówię, bo ja dosłownie mam stosy rzeczy, które są jakoś posortowane w stosach. Niby wiem, co gdzie mam, ale gdy dochodzi co do czego, noszę może 10 rzeczy na zmianę przez wszystkie sezony. Posiadanie garderoby jest spoko, ale znowu zmieniło się w zbieractwo…

Ubrania przygotowane do przeglądu szafy

Plan działania

Moje wyzwanie zaczynam od generalnych porządków w szafie. Pozbywam się rzeczy, które:

  • są za małe,
  • nie pasują do mojego dzisiejszego stylu,
  • nigdy nie założyłabym ich na ulicę,
  • są z poliestru i innych sztucznych materiałów, które źle się noszą, pocę się i tyle.

Te, które są w dobrym stanie, oddam do Caritasu albo sprzedam - ale tylko jeśli naprawdę warto. Ubrania za 5 zł? Nie, dziękuję. Nie mam ochoty spędzać godzin na wystawianiu ich w aplikacjach, potem odpisywać na wiadomości, biec do paczkomatu i tracić kolejne godziny. Na Vinted wystawię tylko to, co warto jeszcze chwilę trzymać w szafie na czas czekania na zakup, czyli ubrania od 15 zł w górę.

Reszta poleci na szmatki albo do kosza.

Co zostanie?

Mój cel to szafa, w której mam:

  • kilka rzeczy na specjalne okazje - kilka znaczy 2-4 sukienki i 1-2 naprawdę fajne marynarki,
  • 7 codziennych zestawów, które mogę dowolnie miksować,
  • jeden wygodny dres i dwie pary wygodnych legginsów,
  • ubrania dobre jakościowo: bawełna, wełna, wiskoza,
  • rzeczy, których praktycznie nie muszę prasować,
  • tylko takie ubrania, które są w moim rozmiarze i lubię, jak w nich wyglądam.

Konkretnie, chcę garderoby pełnej „basiców” - takich, które sprawdzą się i w pracy, i na kawie z przyjaciółką, i w domu. Mam też słabość do rzeczy z charakterem, dlatego zostawiam sobie miejsce na jedną mocniejszą stylizację, coś w duchu super stylizacji z babcinej marynarki, a nie kolejną rzecz kupioną z nudów.

Co najlepsze - ja wiem, że nie muszę nic kupować! W szafie mam wszystko, by stworzyć sobie swoją wersję Capsule Closet.

Dlaczego to robię?

Bo chcę zacząć nowy rok z czystą głową i przestrzenią - także w mojej szafie. Zamiast tracić czas na zastanawianie się, „co dziś założyć”, wolę mieć wszystko pod ręką i zawsze czuć się dobrze w tym, co noszę.

Porządki w szafie są dla mnie częścią większego sprzątania po roku, który miał swoje dobre i mniej dobre decyzje. Jeśli też lubisz takie zamykanie etapów, zostawiam Ci jeszcze tekst Stary rok, nowa ja, bo czasem zmiana zaczyna się właśnie od wyrzucenia rzeczy, które już nie pasują - do stylu, planów albo głowy.

To moje pierwsze grudniowe wyzwanie. A Ty?

Może też spojrzysz dziś w swoją szafę i powiesz sobie: „czas na zmiany”?

O celach na nowy rok pisałam tutaj: cele, które wreszcie dotrzymasz.

1 komentarz :

  1. Fajne wyzwanie. Ja też mam zawsze problem z tym, że nie mam się w co ubrać, a szafa pełna.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz