Blue Jasmine i odcienie szarości życia u Woodiego Allena

W zeszłym tygodniu trafiłam na pokaz filmów z lat 2010-2015 w kinie studyjnym Apollo i tak się złożyło, że Blue Jasmine było ponownie grane... więc poszłam. Widziałam ten film lata temu, mniej więcej rok po premierze, ale wtedy coś mi w nim wyraźnie zgrzytało - drażniły mnie sceny rozmów z przeszłością, irytowała postać siostry, a całość zostawiła po sobie jakiś trudny do uchwycenia dyskomfort.

Blue Jasmine recenzja

Nie mogłam nie wrócić do Blue Jasmine Woodiego Allena. Tym razem jednak świadomie nie próbowałam łapać pierwszych wrażeń ani rozpisywać ich na szybko gdzieś na marginesie. Nie szukałam też na siłę znajomych motywów z jego wcześniejszych filmów. Pozwoliłam tej historii trochę „odleżeć”, dać jej czas, żeby sama wróciła - i wróciła, choć już w inny sposób. Bo to jeden z tych filmów, które nie kończą się wraz z napisami, tylko zostają gdzieś obok i co jakiś czas niepokojąco wracają.

Cate Blanchett - trudno od niej uciec, bo to właśnie jej rola buduje cały ciężar tego filmu. Jej spojrzenia są jednocześnie wyniosłe i rozpaczliwe, jej nonszalancja podszyta jest wyraźnym napięciem, a przywiązanie do dawnego stylu życia miesza się z czymś, co przypomina tęsknotę za czymś prostszym, bardziej prawdziwym. Jasmine (a właściwie Janette) to postać, która sama siebie stworzyła na nowo - i teraz nie bardzo wie, co zrobić, kiedy ta konstrukcja zaczyna się rozpadać.

Nagle Jasmine, która przez lata funkcjonowała jako szczęśliwa stay home wife, zostaje zmuszona do ułożenia sobie wszystkiego od początku.

idealne życie Blue Jasmine

W akcie bezradności trafia do San Francisco, gdzie zamieszkuje z siostrą - formalnie nią, choć bez więzów krwi. Mała przestrzeń, zwyczajność codzienności, hałas i zupełnie inne standardy życia Ginger szybko zaczynają zderzać się z wyobrażeniem świata, do którego Jasmine wciąż próbuje należeć.

Z jednej strony Ginger próbuje sprowadzić ją na ziemię - z naszej perspektywy często bez większych powodów do współczucia wobec Jasmine. Z drugiej jednak sama Jasmine nie odpuszcza: nadal zakłada eleganckie garsonki, nadal wierzy, że odpowiednie miejsce i odpowiedni moment mogą wszystko odwrócić. I to właśnie w tym rozdźwięku - między dawnym wyobrażeniem życia a jego aktualną wersją - dzieje się najwięcej.

Allen prowadzi też kilka pobocznych historii - relacje między siostrami, przeszłość Jasmine, jej małżeństwo, życie w luksusie - ale nie daje nam prostych odpowiedzi ani łatwych ocen. Postaci nie są jednowymiarowe i trudno je zamknąć w jednej interpretacji.

Najmocniej zostaje jednak spojrzenie Blanchett - takie, w którym ironia i wyższość spotykają się z czymś znacznie bardziej kruchym. Jasmine potrafi jednocześnie ranić innych i kompletnie zatracić się w kolejnej wizji „nowego początku”. I chyba właśnie dlatego trudno zdecydować, czy bardziej się jej współczuje, czy bardziej ma się ochotę nią potrząsnąć.

blue jasmine siostry adoptowane

Aspiracja do „lepszego życia” jest chyba czymś bardzo uniwersalnym, dlatego mimo wszystko Jasmine daje się zrozumieć. Problem w tym, że nie potrafi przeżyć straty - ani tej materialnej, ani tej związanej z własną tożsamością. Do zwyczajności nie umie wrócić, a emocje, które się z tym wiążą, próbuje zagłuszać zamiast je przepracować. To mechanizm bardzo znajomy - podobny do tych, o których pisałam kiedyś przy radzeniu sobie z emocjami i presją.

Po tym wszystkim trudno traktować Blue Jasmine jako komedię - choć tak był kiedyś sprzedawany. To raczej film obyczajowy z wyraźnym ciężarem emocjonalnym. Humor się pojawia, ale nie rozładowuje napięcia - raczej je podkreśla, funkcjonując gdzieś obok zażenowania i smutku.

Cate Blanchett gra genialnie w Blue Jasmine

To historia o iluzji - o tym, jak długo można funkcjonować w opowieści o sobie i jak trudno ją porzucić, kiedy przestaje mieć oparcie w rzeczywistości. Jasmine nie tyle traci majątek, co grunt pod nogami. A wraz z nim wersję siebie, którą znała.

Warto obejrzeć - szczególnie jako przeciwwagę dla lekkich historii, które nic po sobie nie zostawiają. Blue Jasmine zostaje. Nawet jeśli trochę niewygodnie.

1 komentarz :

Prześlij komentarz