Zawsze spóźniona i jeden wniosek, którego nie umiałam zobaczyć

Weszłam wtedy do łazienki tylko na chwilę, żeby ogarnąć się przed wyjściem. Miałam randkę, byłam już ubrana, sukienka gotowa, wszystko ogarnięte. Nie wiem, w którym momencie to się rozjechało, ale stałam kilka minut przed lustrem, zaczęłam robić makijaż i z czegoś, co miało zająć 15 minut, zrobiła się ponad godzina. 

Wyszłam spóźniona. Znowu.

Bez sensu. 

Najgorsze było to, że to nie była jednorazowa sytuacja. Ja po prostu mam ślepotę na czas. 

Każdy dzień wygląda u mnie tak samo, tylko w innej kolejności. Praca, telefon i social media, spacery z psem oraz jakieś próby ogarnięcia się i mieszkania, które kończą się dokładnie w tym samym miejscu.

Spóźnienie to tylko efekt uboczny. Problem jest gdzie indziej. 

Kręcę się w kółko, szukam rzeczy, zaczynam jedno, po drodze robię drugie, nagle przypominam sobie o trzecim. Lista rzeczy, które jeszcze tylko zrobię przed wyjściem, rośnie w trakcie.

Chaos, bałagan i ciągłe poczucie, że się spieszę, nawet jeśli obiektywnie miałam czas.

znowu spóźniona

Chyba to była ta randka, na której pierwszy raz pomyślałam wprost: mam problem. 

Jak dobrze maskujący się nałogowiec poczułam ukłucie.
Złość na siebie, że mam problem “z czasem”. 

Nie z czasem. 

Ze sobą w czasie. Z tym, jak planuję, jak działam i jak bardzo wszystko jest przypadkowe.

To był mój moment, w którym przestałam szukać „motywacji” i zaczęłam myśleć o tym, jak stworzyć system, który w ogóle da się utrzymać.

Dlaczego samo ogarniam się od jutra na mnie nie działa

Najłatwiej powiedzieć sobie, że od jutra będzie inaczej. Lepsza organizacja, więcej list zadań, to-do, może aplikacja do kontroli dnia, taaaak na pewno mniej chaosu. Tylko że bez zmiany podejścia to kończy się dokładnie tak samo.

Problem nie polega na tym, że nie wiem, co robić. Ja doskonale wiem co robić!

Problem polega na tym, że nie mam struktury, która utrzyma te rzeczy w czasie.

Bardzo długo próbowałam dodawać kolejne elementy. Nowe nawyki, nowe pomysły, nowe od teraz już na pewno się uda. Nic z tego nie zostawało.

Siłownia? - Była na 3 wyjścia.
Nie jedzenie słodyczy? - na 2 tygodnie.
Codzienne 5 km spaceru z psem... akurat kończyło się z pierwszym deszczem. 

Dopiero kiedy zaczęłam analizować, co realnie robię każdego dnia, zobaczyłam, ile rzeczy działa u mnie automatycznie, tylko w złą stronę. I to był punkt wyjścia, żeby faktycznie zmienić swoje nawyki, a nie tylko o tym myśleć.

Plan 3 miesięcy kontra chaos?

Czas na hasło Nie: rewolucji. Tak: mój porządek.

Podzieliłam to na 3 etapy, bo inaczej wszystko znowu by się rozsypało.

Miesiąc 1: ogarnianie podstaw

Na początku nie dodałam nic. Wg różnych poradników najpierw trzeba znaleźć wrogów. Usuwasz rzeczy, które rozwalają dzień.

U mnie to było głównie: chaos rano, brak przygotowania rzeczy wcześniej, robienie wszystkiego „na szybko” i dokładanie sobie zadań w trakcie.

Zaczęłam od prostych decyzji: przygotowanie rzeczy dzień wcześniej, ograniczenie telefonu rano przez pierwszą godzinę dnia, ustalenie jednej kolejności działań przed wyjściem.

To nie wygląda spektakularnie, jak lista na lodowce czy deklaracja zmian, ale daje coś, czego wcześniej można było nie widzieć a właściwie usuwa te złe ustawienia wstępne.

Miesiąc 2: system zamiast przypadku

Dopiero kiedy przestało się wszystko rozjeżdżać, pojawiło się miejsce na coś więcej.

Zamiast losowych decyzji zaczęłam działać według prostego schematu. Te same godziny, te same czynności, mniej myślenia „co teraz”.

To był moment, w którym zaczęłam widzieć pierwsze efekty. Nie wielkie, ale zauważalne.

Bardzo pomogło mi wrócenie do prostych zasad życia, które wcześniej wydawały się oczywiste, a w praktyce wcale nie były stosowane.

Miesiąc 3: utrzymanie i kierunek

Najtrudniejszy etap, bo wszystko zaczyna być normalne.

Nie ma już efektu nowości. Jest powtarzalność, a tu najłatwiej odpuścić.

U mnie to był czas, w którym zaczęłam patrzeć szerzej. Co ja właściwie chcę dalej robić i co ma sens w dłuższej perspektywie.

Temat spełniania marzeń przestał być czymś oderwanym, bo w końcu miałam podstawy, żeby cokolwiek budować.

Małe rzeczy robią największą różnicę

Największa zmiana nie polegała na tym, że zaczęłam robić więcej. Polegała na tym, że zaczęłam robić mniej rzeczy, ale regularnie.

Jedna decyzja mniej, jeden nawyk więcej, mniej chaosu po drodze.

System jest nudny. Ale działa!

Wszystko jest w głowie

Najbardziej zmienia się sposób myślenia o potknięciach.

Gorszy dzień przestaje być dowodem, że wszystko się sypie. Staje się informacją, co nie działa i że może to to ustawienie, które można usunąć z dnia lub zmodyfikować.

Dużo łatwiej też przestajesz reagować na to, co myślą inni. Jeśli to jest coś, co Cię blokuje, to temat nie przejmowania się opinią innych jest tu kluczowy.

Jak nie wrócić do tego samego miejsca?

Najprostsze zasady działają najlepiej. Nie komplikować. Nie dodawać rzeczy tylko dlatego, że już ogarniasz to od razu chcesz więcej (to typowa ja - jak idę na siłownię to od razu 3 razy w tygodniu dieta i do tego joga a w ogóle to zmieniam całe życie na raz - NIE to nie działa).

Nie czekać na idealny moment w życiu? Pffff... nie ma mowy on nie przyjdzie.  Trzeba robić swoje, nawet jeśli nie wychodzi idealnie.

A kiedy wszystko zaczyna się znowu rozjeżdżać, warto wrócić do momentu, w którym już to widziałaś. Pisałam o tym tutaj: niech ktoś mi powie że wszystko będzie dobrze.

Na koniec

Ta jedna randka niczego nie zmieniła od razu. Zmieniła tylko jedną rzecz – przestałam udawać, że to się samo ogarnie.

Reszta to już była seria małych decyzji, które w końcu zaczęły się ze sobą zgadzać.

5 komentarzy :

  1. Przydatne porady. ja wprawdzie się nie spóźniam (może dlatego, że się nie maluję :P :D ), ale staram się wychodzić odpowiednio wcześnie, by nawet być dużo przed czasem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst! Spróbuję zrobić tak jak Ty, zwłaszcza żeby ogarnąć te chaotyczne poranki przed wyjściem do pracy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Och ! Zupełnie jakbym widziała siebie... Ja często się spóźniam, nie przywiązuję wagi do czasu. Wiem, że nie wypada, że nie szanuję innych itp. Ja to wszystko wiem. I co z tego ? Gdy wychodzę z domu - nagle okazuje się, że nie wiem gdzie położyłam klucze, za chwilę dzwoni telefon, nagle kot wybiega z domu i muszę go szukać...
    Dobra organizacja i system - są ważne !!! Dzięki ! Pozdrawiam ciepło :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. System naprawdę dużo daje i dużo zmienia, dla telefonu i kluczy mam włączoną opcję "Find my device" i do kluczy używam chipolo jako przyczepki ładuję raz na pół roku i działa!

      Usuń
  4. Trzeba znaleźć wrogów twórców chaosu ! W ogóle bardzo fajny styl pisania ;) napisałam na priv e-mail w sprawie pisania felietonów, będę wdzięczna za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz