Im jestem starsza, tym trudniej ogląda mi komedie romantyczne, a w nich wielkie deklaracje o miłości.
Nie robi już na mnie wrażenia ktoś, kto mówi o niesamowitym połączeniu, przeznaczeniu, chemii nie z tej ziemi albo o tym, że nigdy czegoś takiego nie czuł. Słyszałam już różne piękne zdania i nauczyłam się jednej niewygodnej rzeczy: słowa bardzo często są najtańszą walutą w relacjach. Można powiedzieć jesteś dla mnie wszystkim i nadal opuszczać emocjonalnie drugą osobę.
Znacznie bardziej interesuje mnie dziś coś dużo mniej filmowego.
Czy po kontakcie z tą osobą śpisz spokojnie?
Czy twój układ nerwowy odpoczywa, czy pracuje na nadgodzinach mieląc ciągle zachowania, humory i ton głosu drugiej osoby?
Czy ta relacja daje ci poczucie bezpieczeństwa, czy zamienia cię w prywatnego analityka, który reaguje na wszystko napięciem, a już szczególnie wiadomości typu „ok, rób co chcesz” nadanej o 23:47?
Brzmi mało romantycznie? Może. Tylko że właśnie na tym bardzo często rozbija się życie z drugą osobą. I rozbija dosłownie, bo może roztrzaskać się na małe kawałki, gdy nie jest jednak dopasowane i kompatybilność nie zadziałała.
Miłość nie jest chemią, tylko codziennym wpływem dwóch ludzi na swoje życie. Proste i trudne zarazem.
1. Partner wpływa na całe twoje życie bardziej niż myślisz
Partner nie wpływa wyłącznie na to, z kim pojedziesz na wakacje albo czy będziesz mieć plus one na wesele kuzynki.
Partner wpływa na:
- twój układ nerwowy,
- poziom stresu,
- twoją atmosferę codzienną,
- koncentrację,
- twój sen,
- obraz samej siebie,
- twoje przekonania o miłości i świecie,
- spokój psychiczny.
Można bardzo kochać człowieka, który jednocześnie regularnie destabilizuje twoje życie. Nie da się budować spokojnego życia obok osoby, która nie bierze odpowiedzialności za sposób funkcjonowania czy napięcie, jakie wnosi do relacji.
I to jest jedna z trudniejszych rzeczy do zaakceptowania, bo silne uczucie nie zawsze oznacza kompatybilność.
Ktoś może być fascynujący, intensywny, pociągający dla nas i kompletnie niezdolny do budowania stabilnej relacji.
A ty możesz latami tłumaczyć:
- „to trudny moment w jego życiu”,
- „ma taki charakter”,
- „on dużo przeszedł”,
- „potrzebuje czasu”,
- „tak już ma”.
Możesz próbować zrozumieć, ale nadal źle się przy nim czujesz. Atmosfera tej relacji nie jest czymś, czego życzyłabyś obcej osobie, a sama w niej próbujesz trwać.
2. Miłość to nie tylko emocja
Internet sprzedał nam bardzo dziwną wizję miłości.
- jeśli to właściwa osoba - wszystko dzieje się naturalnie (na początku owszem),
- nie ma konfliktów,
- komunikacja jest idealna bez frustracji,
- a chemia trwa wiecznie.
A potem przychodzi pierwsza trudna rozmowa i ktoś nagle stwierdza:
może to jednak nie to
może straciliśmy coś wyjątkowego
może uczucie już się wypaliło
Nie.
Może po prostu skończył się etap hormonów, a zaczęła prawdziwa relacja wymagająca dojrzałości.
Miłość to również decyzja:
- żeby rozmawiać, kiedy łatwiej byłoby zrobić unik i się wycofać,
- żeby być lojalnym wobec swoich zasad,
- żeby naprawiać, zamiast sabotować,
- żeby wybrać „my” zamiast ciągłego bronienia własnego ego,
- wybieranie drugiej osoby nawet wtedy, gdy jest trudno.
Warto się często pytać „czy ta osoba buduje ze mną życie?”, by nie stracić celu z oczu.
3. Unikanie daje władzę tej osobie, która znika
To jest dynamika, o której mówi się zdecydowanie za mało. Bardzo brutalna dynamika.
Kiedy jedna osoba regularnie:
- zamyka się emocjonalnie,
- unika, ucieka od rozmów przy konflikcie,
- daje silent treatment,
- odcina się,
- wycofuje uczucia przy konflikcie,
- zostawia drugą stronę w niepewności.
To często, świadomie i nie, przejmuje całą kontrolę nad relacją.
Druga bardzo często zaczyna:
- żyć w napięciu,
- analizować wszystko,
- zastanawiać się, co zrobiła źle,
- tłumaczyć te zachowania, np. on odcina się, bo inaczej nie umie, to ja robię źle,
- chodzić na palcach,
- regulować cudze emocje.
Tak relacja przestaje przypominać partnerstwo. Zaczyna przypominać zarządzanie cudzym nastrojem. To nie jest miłość, a masz życie w ciągłym alarmie. Ale napięcie też powoduje silne emocje, a te możemy pomylić z intensywnością relacji.
Relacja owszem, może być intensywna, ale ta intensywność może być też negatywna.
4. Sposób, w jaki ktoś cię traktuje, nie zawsze mówi prawdę o Tobie
Kolejna bardzo trudna lekcja, trudno ją przejść. Brzmi lekko, ale w praktyce intuicyjnie działamy dokładnie odwrotnie.
Sposób, w jaki ktoś cię traktuje, często jest odbiciem:
- jego dojrzałości emocjonalnej,
- jego wychowania,
- jego traum,
- jego aktualnego stanu psychicznego.
To rzadziej jest pełną prawdą o twojej wartości.
Im szybciej przestajesz brać wszystko personalnie, tym szybciej odzyskasz własny spokój.
To wymaga jednak ćwiczenia się w zrozumieniu, że Twoja prawda o Tobie nie jest definiowana innymi osobami.
5. Nie próbuj zasłużyć na miłość
To szczególnie dotyka ludzi, którzy są bardzo dający, tj. angielskie givers. Osoby, które naturalnie wyrażają emocje nie słowami, ale w sposób zaangażowania:
- dają więcej czasu,
- dają więcej uwagi,
- są bardziej wyrozumiali,
- dostosowują się, by drugiej stronie było wygodniej,
- naprawiają,
- przepraszają za rzeczy, których nie zrobili,
- starają się bardziej i bardziej.
To często wygląda jak ogromna dojrzałość. Czasami jest po prostu starym schematem: jeśli dam jeszcze więcej, w końcu zostanę wybrana.
To bardzo niebezpieczny schemat:
dam więcej = będę bardziej kochana
A później trafiasz na ludzi, którzy świetnie biorą i fatalnie dają.
Twój świat zmienia się, kiedy uczysz się również przyjmować i zauważasz - czy druga osoba też daje czas, uwagę, wyrozumiałość, chęć naprawiania?
Jeśli jesteś giverem, szukaj drugiego givera - w takiej relacji będziesz szczęśliwsza.
Łatwo jest tęsknić za potencjałem osoby i tęsknić za wersją siebie, która dawała by napełnić dziurawe wiadro - lejesz swoją energię , ale jeśli druga strona nie zatrzymywała jej ani nie dopełniała od siebie, to ty walczyłaś o to by być wartością - nie, nie musisz. Jesteś osobą wartą miłości, bez udowadniania.6. Nie idealizuj ludzi, którzy cię nie wybrali
To brutalnie częsty i bolesny mechanizm. Najbardziej rozpamiętujemy osoby, które:
- dawały mieszane sygnały,
- opuszczały emocjonalnie i wracały,
- nie dawały stabilności,
- sprawiały, że czuliśmy się niewystarczający.
Znowu intensywność, rollercoaster emocji, i potem robimy z nich historię życia: niezamknięta historia, Ten Jedyny Człowiek, trudna, ale pełna napięcia miłość...
Czasem to nie była wielka miłość.
Czasem to była wielka lekcja.
7. Chemia nie naprawia charakteru
Chemia potrafi być bardzo myląca. Bardzo atrakcyjni dla nas ludzie również potrafią mieć fatalny charakter. Szokujące, wiem.
Przyciąganie bywa szczególnie silne wobec osób:
- niedostępnych emocjonalnie,
- niestabilnych,
- narcystycznych,
- egoistycznych,
- wymagających „uwagi”.
Jeżeli zaczynasz zadawać sobie pytania:
- jak traktuje innych ludzi?
- czy mogę mu ufać?
- czy bierze odpowiedzialność?
- czy ma integralność?
- czy często mówi jedno, a zachowanie mówi co innego?
... to nie ignoruj tych pytań tylko dlatego, że atrakcyjność przyciąga was do siebie.
Ładnie razem wyglądacie? Oh! Ale Instagram nie musi potem mieszkać z konsekwencjami twoich decyzji.
8. Spokój bywa mylony z nudą
Bezpieczeństwo jest sexy, tylko wiele osób myli je z nudą. Przewrotna rzecz, prawda? Wiele osób wychowanych we własnych niestabilnych domach myli zdrową relację z brakiem emocji.
Jeśli ktoś:
- odpisuje regularnie,
- jest konsekwentny w słowach i czynach,
- pojawia się wtedy, kiedy mówi, że się pojawi,
- nie tworzy dramatu z każdej drobnostki,
- nie obraża się, nie prowadzi karania ciszą etc.
część osób myśli:
„hmm, chyba czegoś brakuje”.
Tak, brakuje adrenaliny wynikającej z niepewności.
Dla układu nerwowego to ogromna ulga.
A „nudne”, spokojne to znak, że ciało uczy się czegoś nowego.
9. Zdrowiejemy również w relacjach
Dużo osób upraszcza sprawę zdrowienia po minionej relacji:
„Kiedy jestem sama, mam w sobie spokój i jestem już w lepszym stanie.”
Oczywiście, że łatwo czuć się świetnie, kiedy nikt nie dotyka twoich ran.
Nikt cię nie triggeruje. Nikt nie dotyka twoich lęków. Masz kontrolę nad wszystkim wokół siebie.
Natomiast relacje z drugim człowiekiem aktywują:
- lęk przed porzuceniem,
- lęk przed odrzuceniem,
- lęk przed bliskością,
- lęk przed niewystarczalnością,
- stare wzorce zachowań.
To nie zawsze znak, że nowa relacja jest zła. Czasem oznacza, że coś wreszcie wyszło na powierzchnię i teraz możemy nad tym pracować. Bo zdrowiejemy właśnie w bezpiecznych relacjach.
10. Czasem największą formą miłości do siebie jest odejście
I to jest chyba najtrudniejsze.
Ktoś nie jest potworem.
Nie każda relacja kończy się przez zdradę, przemoc czy wielki dramat.
Kończy się dlatego, że ktoś zwyczajnie nie potrafi dać ci tego, czego potrzebujesz. Po prostu nie potrafi kochać cię tak, jak potrzebujesz. I to wystarczy. Mimo miłości nie dało się zbudować wspólnej przyszłości.
Ktoś może być:
- dobrym człowiekiem,
- interesującą osobą,
- kimś, kogo nadal kochasz.
i nadal nie być dobrym partnerem dla ciebie.
To nie czyni żadnej ze stron potworem. Oznacza tylko, że zostawanie z lęku przed samotnością może kosztować cię całe lata życia.
Jeśli twoje potrzeby regularnie nie są spełniane, a druga strona nie chce lub nie potrafi tego zmienić - zostawanie nadal razem jest bardzo drogim wyborem. Koszt ponosi twój układ nerwowy.
Na końcu i tak zostaje jedno pytanie
Naprawdę warto czasem odsunąć całą romantyczną narrację i zapytać siebie bardzo uczciwie:
Czy ta relacja daje mi więcej spokoju czy więcej napięcia?
Bo chemia potrafi oślepić.
Samotność potrafi przekonać ludzi do zostawania za długo.
Potencjał, który kochasz w drugim człowieku, potrafi sprzedać piękną iluzję przyszłości.
A codzienność wcześniej czy później i tak pokazuje prawdę.
I właśnie z tą codziennością budzisz się każdego dnia.
Wow, co za konkretny tekst! Rzetelnie wszystko przeanalizowałaś i rozłożyłaś temat na czynniki pierwsze :)
OdpowiedzUsuńPowiem może parę słów od siebie, tak z praktyki. Po 11 latach małżeństwa widzę, jak ważna jest praca obu stron nad związkiem. Tu nie ma miejsca na tłumaczenia, wymówki - musi być konkretna praca nad sobą, mając na uwadze dobro drugiej połówki. Kiedy obie strony patrzą na to tak samo, działa jak złoto.
Też to, jak ważna jest szczera przyjaźń w związku, ba, jest chyba nawet ważniejsza niż ta cała chemia i hormony. Dzięki temu jesteśmy dla siebie czymś więcej. Bliską rodziną, na której można polegać, ale też i fajnymi kumplami, którzy mogą się śmiać ze wszystkiego.
Dzięki temu mimo upływu lat i wielu nieprzewidzianych zdarzeń, cały czas oboje czujemy się przy sobie naprawdę dobrze :)