Nuda zaczęła mnie ostatnio irytować szybciej niż kiedyś. Nie mówię o wielkiej, egzystencjalnej nudzie, kiedy człowiek patrzy w sufit i zastanawia się, czy jego życie ma kierunek. Mówię o zwykłej nudzie codziennej. Staniu w kolejce. Czekaniu na wodę w czajniku. Jechaniu windą. Dwóch minutach przed spotkaniem. Chwili w tramwaju, kiedy nie dzieje się absolutnie nic.
Kiedyś w takich przerwach człowiek patrzył przez okno, gapił się na ludzi, układał w głowie listę zakupów albo wymyślał bzdury. Teraz ręka sama idzie po telefon. Nie dlatego, że wydarzyło się coś ważnego. Raczej dlatego, że pojawiła się mikroskopijna pusta przestrzeń, a mózg od razu krzyczy: daj mi coś.
I tutaj wchodzi TikTok, Reels, Shorts i cała reszta krótkiego wideo. Zawsze gotowe. Zawsze szybkie. Zawsze z kolejną rzeczą, która ma być ciekawsza od poprzedniej.
Nie chodzi tylko o TikToka
TikTok jest najłatwiejszym symbolem, bo wszyscy wiedzą, o co chodzi. Pionowe wideo, szybki montaż, muzyczka, tekst na ekranie, twarz mówiąca z dużą pewnością siebie, żart, drama, mini poradnik, diagnoza, przepis, makijaż, historia kryminalna, pies w śmiesznym swetrze. Wszystko trwa chwilę i zanim zdążysz poczuć, że coś Cię znudziło, aplikacja już podsuwa następne.
Ale nie będę udawać, że problem kończy się na jednej aplikacji. Ten sam mechanizm siedzi w rolkach na Instagramie, shortsach na YouTube, krótkich klipach na Facebooku, a coraz częściej nawet w miejscach, które kiedyś kojarzyły się z dłuższą treścią. Internet zrozumiał, że nasza uwaga lubi szybkie nagrody.
Problem polega na tym, że życie nie zawsze działa jak feed.
Praca wymaga czasem siedzenia nad jednym problemem dłużej niż 40 sekund. Książka nie zawsze zaczyna się od najmocniejszego zdania. Rozmowa bywa wolna. Spacer nie ma cięcia montażowego co trzy sekundy. Zdrowienie, nauka, relacje, gotowanie, sprzątanie, odpoczynek - większość rzeczy, które realnie budują życie, ma fragmenty nudne.
Jeśli mózg odzwyczaja się od nudy, te fragmenty zaczynają boleć.
Nuda nie jest błędem systemu
Nuda ma fatalny PR. Kojarzy się z lenistwem, stratą czasu, pustką i brakiem produktywności. A przecież nuda często jest pierwszym momentem, w którym głowa może zacząć mielić własne myśli, zamiast tylko reagować na cudze bodźce.
Nie każda nuda jest twórcza, jasne. Czasem nuda jest nudą i nie trzeba robić z niej filozofii. Ale jeśli za każdym razem, kiedy robi się odrobinę pusto, odpalam telefon, to odbieram sobie możliwość sprawdzenia, co pojawi się po tej pierwszej warstwie dyskomfortu.
Może przypomnę sobie coś ważnego. Może poczuję zmęczenie. Może wymyślę rozwiązanie problemu, który od tygodnia siedzi z tyłu głowy. Może zauważę, że wcale nie potrzebuję rozrywki, tylko przerwy. Może po dwóch minutach ciszy wyjdzie na jaw, że cały dzień jadę na napięciu i kofeinie.
TikTok nie musi niszczyć życia, żeby zabierać nam takie małe chwile. Wystarczy, że zawsze stoi pod ręką jako szybka ucieczka od najmniejszego dyskomfortu.
Scrollowanie obiecuje ulgę, a często daje większy głód
Największa sztuczka krótkich filmików polega na tym, że one nie zawsze dają przyjemność. Czasem dają obietnicę przyjemności.
Jeszcze jeden filmik będzie lepszy.
Jeszcze jedna rolka mnie rozbawi.
Jeszcze jedna historia mnie wciągnie.
Jeszcze jeden tip coś mi wyjaśni.
Jeszcze jeden komentarz domknie temat.
W praktyce często kończy się to dziwnym stanem: jestem zmęczona, ale pobudzona. Niby oglądałam coś dla relaksu, ale nie czuję się wypoczęta. Niby miałam tylko zabić chwilę, ale nagle minęło 40 minut i mam w głowie więcej hałasu niż przed chwilą.
To nie jest odpoczynek. To jest karmienie głodu bodźcami, które szybko się spalają.
TikTok uczy mózg, że nuda ma zniknąć natychmiast
Największy problem widzę nie w tym, że ktoś ogląda śmieszne filmiki. Sama lubię internet i nie będę teraz udawać osoby, która żyje wyłącznie książką, spacerem i kontemplacją liścia.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy każda mała nuda ma zostać natychmiast przerwana.
Stoisz przy ekspresie - telefon.
Czekasz na autobus - telefon.
Serial ma wolniejszą scenę - telefon.
Ktoś mówi dłużej niż Twoja cierpliwość przewiduje - ręka szuka telefonu.
Gotuje się makaron - telefon.
Nie możesz zasnąć przez trzy minuty - telefon.
Wtedy mózg dostaje lekcję: nuda jest stanem awaryjnym. Nie trzeba jej przeżyć. Trzeba ją natychmiast zakleić.
A później dziwimy się, że trudno nam przeczytać dłuższy tekst, obejrzeć film bez sprawdzania powiadomień albo popracować głęboko przez godzinę. Mózg nie jest zepsuty. Mózg jest wytrenowany.
Krótkie wideo i uwaga: co pokazują badania?
Nie lubię paniki w stylu „TikTok zniszczył całe pokolenie”. Brzmi efektownie, ale jest zbyt proste. Uwaga zależy od snu, stresu, pracy, zdrowia psychicznego, wieku, obowiązków, środowiska i wielu innych rzeczy.
Są jednak badania, które sugerują, że intensywne używanie krótkich form wideo może mieć związek z problemami z uwagą. Nie oznacza to automatycznie, że każdy, kto ogląda rolki, traci zdolność koncentracji. Oznacza raczej, że format krótkich, szybko zmieniających się treści nie jest neutralny dla sposobu, w jaki ćwiczymy skupienie.
Nuda jest potrzebna także dla zdrowia psychicznego
Brzmi dziwnie, bo nikt nie sprzedaje nudy jako wellness. Nuda nie ma ładnego opakowania. Nie pachnie eukaliptusem. Nie da się jej łatwo sfotografować na Instagramie.
A jednak momenty bez bodźców są dla głowy ważne. Nie dlatego, że od razu staną się źródłem genialnych pomysłów. Bardziej dlatego, że dają układowi nerwowemu przerwę od ciągłej reakcji.
Jeśli każdy pusty moment zalewam treścią, trudno mi usłyszeć, czy jestem zmęczona, samotna, głodna, zła, przeciążona albo zwyczajnie przebodźcowana. Telefon odpowiada na każde napięcie tym samym ruchem: obejrzyj coś.
A czasem napięcie nie potrzebuje kolejnej treści. Potrzebuje spaceru, jedzenia, snu, rozmowy, prysznica, ciszy albo uczciwego przyznania: ja już dzisiaj nie mam miejsca w głowie.
Dlaczego po scrollowaniu często jest jeszcze nudniej?
Niby TikTok ma ratować przed nudą, ale po dłuższym scrollowaniu często pojawia się specyficzny kac. Nie alkoholowy, tylko bodźcowy.
Nic się nie chce.
Wszystko jest za wolne.
Książka wydaje się ciężka.
Film ma za długie sceny.
Praca wymaga zbyt wielu kroków.
Sprzątanie jest nie do zniesienia, bo nie daje natychmiastowej nagrody.
Zwykły dzień zaczyna przegrywać z aplikacją, która przez godzinę podsuwała same wybrane, mocne, szybkie fragmenty świata.
Życie nie jest nudniejsze niż kiedyś. Czasem my jesteśmy bardziej rozregulowani przez ciągłe porównywanie go z treścią zaprojektowaną pod natychmiastową reakcję.
Boredom proneness, czyli skłonność do nudy
Jest jeszcze jeden ciekawy trop: nie wszyscy reagujemy na nudę tak samo. Jedna osoba potrafi siedzieć w ciszy i naprawdę nic nie robić. Druga po trzydziestu sekundach czuje, jakby ktoś zabrał jej powietrze.
Psychologia opisuje coś takiego jak skłonność do nudy, czyli większą podatność na odczuwanie nudy i trudność z regulowaniem tego stanu. Osoby bardziej podatne na nudę częściej mogą sięgać po telefon, media, multitasking albo szybkie bodźce, żeby z tego stanu uciec.
Tylko że ucieczka nie zawsze uczy wytrzymałości. Czasem uczy kolejnej ucieczki.
Multitasking nie ratuje przed nudą tak dobrze, jak obiecuje
Jest taki odruch: jeśli coś jest nudne, dorzucę drugą rzecz.
Podcast do sprzątania.
Serial do gotowania.
TikTok do jedzenia.
Telefon do oglądania filmu.
Muzyka do pracy.
Czasem to naprawdę pomaga. Nie będę udawać, że myję łazienkę w szlachetnej ciszy i duchowym skupieniu. Ale kiedy każda czynność potrzebuje dodatkowej warstwy bodźców, zwykłe życie zaczyna być niewystarczające samo w sobie.
Wtedy problemem nie jest już nudna czynność. Problemem jest to, że mózg przestaje umieć być przy jednej rzeczy.
Najbardziej boję się nie nudy, tylko odruchu
Nie boję się tego, że obejrzę czasem głupi filmik. Serio. Nie wszystko musi być rozwojowe, mądre i podparte celem życiowym. Czasem człowiek chce zobaczyć kota, który spadł z kanapy z godnością arystokraty.
Bardziej boję się odruchu.
Tego, że nawet nie podejmuję decyzji. Ręka sama bierze telefon. Palec sam otwiera aplikację. Głowa sama wpada w tunel. Po kilku minutach nie pamiętam nawet, po co weszłam.
Właśnie ten automatyzm jest dla mnie najbardziej podejrzany. Bo jeśli nie umiem wytrzymać dwóch minut bez bodźca, to może problemem nie jest TikTok. Może problemem jest to, że mój układ nerwowy zapomniał, jak wygląda zwykła pauza.
Jak odzyskać trochę tolerancji na nudę?
Nie wierzę w spektakularne detoksy cyfrowe robione w stylu: od jutra jestem innym człowiekiem, telefon do szuflady, życie w lesie, herbata z pokrzywy i powrót do korzeni.
Wierzę bardziej w małe ćwiczenia.
Nie wyciągać telefonu w kolejce.
Nie odpalać rolki przy gotowaniu wody.
Obejrzeć jeden filmik do końca zamiast przeskakiwać co kilka sekund.
Zostawić telefon w drugim pokoju na czas jedzenia.
Przeczytać trzy strony książki bez sprawdzania powiadomień.
Wyjść na krótki spacer bez słuchawek.
Dać sobie pięć minut zwykłej nudy i zobaczyć, co się stanie.
Najczęściej nie stanie się nic spektakularnego. I właśnie o to chodzi. Nuda nie musi być dramatem. Może być zwykłym stanem przejściowym, który ciało potrafi przeżyć bez ratunku z aplikacji.
Mały eksperyment na tydzień
Gdybym miała zacząć bez wielkiej rewolucji, zrobiłabym prosty test.
Przez 7 dni wybieram trzy momenty dziennie, w których normalnie sięgnęłabym po telefon z nudy.
Kolejka.
Czajnik.
Winda.
Autobus.
Przerwa między zadaniami.
Trzy minuty przed spotkaniem.
Nie robię wtedy nic. Albo patrzę przez okno. Albo oddycham. Albo myślę. Albo jestem przez chwilę zirytowana, bo oczywiście nuda na początku nie pachnie wolnością. Bardziej przypomina swędzenie w głowie.
Po tygodniu sprawdzam jedną rzecz: czy nadal każda mała pauza wydaje się awarią?
Czy TikTok niszczy tolerancję na nudę?
Nie chcę kończyć tego tekstu zdaniem, że TikTok niszczy mózg, bo to byłoby zbyt łatwe i zbyt clickbaitowe. Aplikacja nie działa w próżni. Korzystamy z niej w stresie, zmęczeniu, samotności, przeciążeniu, po pracy, przed snem, w kolejkach, w łóżku i między obowiązkami.
Ale tak, krótkie wideo może trenować w nas bardzo konkretny odruch: kiedy tylko pojawia się nuda, natychmiast ją przerwij.
Im częściej to robimy, tym trudniej później wytrzymać zwykłe tempo życia. Tempo, w którym nie ma cięcia montażowego. Nie ma kolejnego bodźca po przesunięciu palcem. Nie ma algorytmu, który podsuwa dokładnie to, co może jeszcze przez chwilę zatrzymać uwagę.
Nuda nie jest wrogiem. Czasem jest miejscem, w którym głowa wreszcie przestaje reagować i zaczyna słyszeć samą siebie.
Może więc nie chodzi o to, żeby wyrzucić TikToka z życia raz na zawsze. Może na początek wystarczy nie oddawać mu każdej małej pauzy.
A Ty? Umiesz jeszcze czekać dwie minuty bez telefonu, czy ręka też sama szuka ekranu?
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz