Najgorsze nawyki zakupowe nie zaczynają się wtedy, kiedy kupujesz dziesiątą bluzkę w miesiącu. One zaczynają się dużo wcześniej - w głowie. W tym małym momencie, gdy widzisz czerwony napis „SALE”, pięknie ubranego manekina albo sukienkę, która wygląda jak rozwiązanie wszystkich problemów. Potem przychodzisz do domu, wrzucasz rzecz do szafy i nagle okazuje się, że ona nie pasuje do niczego, gryzie, ciągnie w ramionach albo czeka na życie, którego nie prowadzisz.
Najgorzej to wyrobić w sobie takie zakupowe odruchy, a potem przez lata żałować. Nie tylko dlatego, że szkoda pieniędzy. Szkoda też miejsca w szafie, czasu na odsyłanie paczek, energii na kolejne „nie mam się w co ubrać” i tego dziwnego poczucia winy, kiedy patrzysz na ubranie z metką, które miało odmienić Twoje stylizacje, a od pół roku nie wyszło z domu.
Nie piszę tego z pozycji osoby, która ma kapsułową garderobę, kupuje tylko trzy rzeczy rocznie i zawsze wie, czego potrzebuje. Niestety nie. Piszę raczej jako ktoś, kto wiele razy dał się złapać na promocję, second handową okazję, obietnicę „jeszcze schudnę” albo wizję siebie z Pinteresta, która w realnym życiu kompletnie nie działa.
5 najgorszych nawyków zakupowych
To są błędy przy kupowaniu ubrań, które bardzo łatwo zignorować, bo każdy z nich ma wygodne wytłumaczenie. Przecena była ogromna. Rozmiaru nie było, ale przecież oversize jest modny. Ubranie było trochę ciasne, ale przecież człowiek kiedyś wróci na siłownię. Problem w tym, że szafa nie rozlicza nas z dobrych intencji, tylko z tego, co naprawdę nosimy.
1. Kupowanie z wyprzedaży tylko dlatego, że jest tanio
To jest klasyk i chyba najbardziej podstępny nawyk zakupowy. Nagle coś jest przecenione ze 199 zł na 30 zł i mózg przestaje działać normalnie. Nie patrzę już na skład, krój, kolor, dopasowanie ani na to, czy naprawdę tego potrzebuję. Patrzę na różnicę w cenie i czuję, że jeśli tego nie kupię, to tak jakbym straciła pieniądze. Brzmi absurdalnie, ale dokładnie tak działa wiele zakupów na wyprzedaży.
Wtedy włącza się specjalny detektor okazji. Jak ćma leci do światła, tak człowiek podąża za dużym czerwonym znaczkiem „SALE”. Racjonalne myślenie znika, a zamiast niego pojawia się cała lista pięknych wymówek: przecież się przyda, przecież za taką cenę szkoda nie wziąć, przecież do czegoś to kiedyś założę. Później ta rzecz długo leży w szafie, bo nie ma z czym jej nosić albo od początku nie była w moim stylu.
Nie mówię, że wyprzedaże są złe. Dobre zakupy na promocji istnieją, tylko zwykle wyglądają inaczej. Kupujesz rzecz, której szukałaś wcześniej, w swoim rozmiarze, w kolorze pasującym do reszty szafy i z krojem, który naprawdę nosisz. Problem zaczyna się wtedy, kiedy wyprzedaż staje się pretekstem do kupowania przypadkowych ubrań. Sama przerobiłam to wiele razy, także przy zakupach online, jak choćby przy moich dawnych eksperymentach z H&M online.
Najprostszy test? Zadać sobie pytanie, czy kupiłabym tę rzecz za pełną cenę. Nie zawsze chodzi o to, żeby faktycznie tyle zapłacić, ale o uczciwą odpowiedź. Jeśli ubranie podoba mi się wyłącznie dlatego, że kosztuje 30 zł, to prawdopodobnie nie jest żadną perełką. Jest tylko tanią rzeczą, która będzie zajmowała miejsce.
2. Kupowanie pod wpływem impulsu
Idziesz, idziesz i nagle w witrynie wisi dokładnie ta jedna wspaniała sukienka, którą musisz mieć, bo wygląda jak ze snu. Albo inaczej: widzisz bluzkę na manekinie w cudownym zestawieniu i od razu wydaje Ci się, że to brakujący element Twojego życia. Wchodzisz, mierzysz szybko albo nawet nie mierzysz dokładnie, płacisz i wychodzisz z poczuciem małego zwycięstwa.
Nie znasz tego? Zazdroszczę. U mnie takie zakupy zwykle kończyły się dość podobnie. Rzecz świetnie wyglądała na wystawie, w zestawieniu przygotowanym przez kogoś, kto wiedział, co robi. Miała idealne światło, idealne dodatki i idealne tło. W mojej szafie, przy zwykłych jeansach i butach, które naprawdę noszę, nagle traciła połowę uroku. To bolesna prawda o impulsywnych zakupach: często kupujemy nie ubranie, tylko całą scenę z witryny.
Przykład z życia: znalazłam świetną bluzkę w Zarze. Manekin miał koszulę z motywem tygrysa, szmaragdową lekko rozkloszowaną spódnicę i czarne sandały na wysokiej platformie. Całość wyglądała jak milion dolarów. Problem w tym, że ja nie miałam tej spódnicy, tych sandałów ani okazji, przy której wyglądałoby to tak dobrze. Bluzka wylądowała w szafie i przez ponad rok nie wyszła poza etap przymierzenia.
Przy zakupach pod wpływem impulsu pomaga jedna zasada: nie kupować od razu. Jeśli coś naprawdę jest świetne, będzie świetne również po kawie, po spacerze albo następnego dnia. Jeśli emocja znika po godzinie, to znaczy, że nie chodziło o ubranie, tylko o chwilową ekscytację. Sklepy bardzo dobrze wiedzą, jak ją wywołać. Naszym zadaniem jest nie finansować każdego błysku zachwytu.
3. „Przecież lubię oversize, to kupię większe”
Oversize wygląda świetnie, kiedy jest dobrze zaprojektowany. Luźny sweter, większa marynarka, szerokie spodnie albo płaszcz mogą wyglądać bardzo dobrze, ale tylko wtedy, gdy mają właściwe proporcje. Problem zaczyna się wtedy, kiedy mylimy ubranie oversize z ubraniem po prostu za dużym o kilka rozmiarów. To nie jest to samo, chociaż w przymierzalni człowiek potrafi sobie wmówić naprawdę wiele.
Jest niewiele osób, które wyglądają świetnie w czymkolwiek ogromnym. Część wygląda jak z pokazu mody, a część jak dziecko, które założyło cudzy płaszcz. Ja niestety często należę do tej drugiej grupy. Szczególnie przy ramionach, rękawach i długości widać, czy ubranie jest celowo luźne, czy zwyczajnie nie w tym rozmiarze. Oversize ma konstrukcję, a przypadkowo za duża rzecz ma tylko nadmiar materiału.
Nawet ubrania oversize mają swoje rozmiary. Jeśli coś jest oversize w rozmiarze S, to nadal jest inaczej skrojone niż płaszcz w rozmiarze 58 na osobie noszącej 34. Będzie szersze tam, gdzie powinno być szersze, ale niekoniecznie będzie zjeżdżać z ramion, ciągnąć się po ziemi albo robić z sylwetki wielki prostokąt. To drobna różnica, ale w praktyce decyduje o tym, czy wyglądasz stylowo, czy jak po napadzie na cudzą szafę.
Przed zakupem większego rozmiaru warto sprawdzić trzy rzeczy: ramiona, długość rękawów i proporcje z dołem sylwetki. Jeśli wszystko wygląda ciężko, smutno i wymaga tłumaczenia „ale to miało być oversize”, to prawdopodobnie nie działa. Dobre ubranie nie powinno potrzebować prezentacji multimedialnej, żeby obronić swój krój.
4. „Jeszcze schudnę”
To bolączka wielu moich zakupów, szczególnie tych z second handów. Znajduję rzecz, mierzę, niby jest piękna, niby perełka, niby cena prawie żadna, ale coś nie gra. Trochę się opina, trochę za ciasna, trochę trzeba nie oddychać. I wtedy pojawia się najgorsza myśl: przecież chodzę na siłownię, przecież schudnę, przecież za miesiąc będzie idealna. Jaaaaaasne.
Dlaczego to tak często zdarza się właśnie w second handzie? Bo ubranie na tle innych rzeczy wygląda jak odkrycie roku. Ma dobry materiał, ciekawy krój, niską cenę i tę aurę unikalności. W zwykłym sklepie może bym odpuściła, ale w lumpeksie dochodzi presja: drugiej takiej nie będzie. Tylko że to nadal nie zmienia faktu, że dziś ubranie na mnie nie leży. A ja kupuję ubranie dla obecnej siebie, nie dla hipotetycznej wersji po sześciu tygodniach perfekcyjnego życia.
Najbardziej podstępne są spodnie, sukienki i marynarki. Jeśli coś nie dopina się wygodnie albo wymaga poprawiania co dwie minuty, to nie będzie noszone. Nawet jeśli schudnę, nawet jeśli kiedyś wrócę do tej formy, nawet jeśli brzmi to pięknie w głowie. Prawdopodobnie zanim ubranie zacznie pasować, przestanie mi się podobać albo ja zapomnę, że w ogóle je mam.
Dobra zasada brzmi brutalnie: jeśli coś nie pasuje dziś, nie kupuję. Wyjątkiem może być krawiec i bardzo konkretna poprawka, na przykład skrócenie nogawek albo zwężenie w talii. Ale kupowanie rzeczy z myślą, że ciało ma się do niej dopasować, to słaby układ. Ubranie jest dla mnie, nie ja dla ubrania.
5. Allegro to taka fajna platforma...
Nołp. Kupowanie bez mierzenia to mój koszmar. Już kilkukrotnie przejechałam się na rzeczach kupionych przez internet, które na zdjęciu wyglądały dobrze, w opisie brzmiały rozsądnie, a po założeniu okazywały się kompletną porażką. Allegro jest dla mnie sztandarowym przykładem takich zakupów, chociaż oczywiście nie jedynym. Ten sam problem dotyczy każdej platformy, na której kupujesz ubrania na podstawie zdjęć, wymiarów i nadziei.
Najgorsze są licytacje. One uruchamiają w człowieku jakąś dziwną rywalizację. Nagle nie chodzi już o to, czy naprawdę potrzebujesz tej rzeczy, tylko o to, żeby ją wygrać. Przedmiot staje się trofeum. Nawet jeśli wcześniej nie byłaś pewna, po kilku przebiciach zaczynasz czuć, że bardzo chcesz to mieć. A później przychodzi paczka i okazuje się, że wygrałaś coś, co zupełnie na Tobie nie leży.
Zakupy online mają sens, ale wymagają dużo większej dyscypliny niż zakupy stacjonarne. Trzeba znać swoje wymiary, sprawdzać tabele rozmiarów, patrzeć na skład materiału i uczciwie oceniać zdjęcia. Jeśli sprzedawca pokazuje ubranie tylko na wieszaku, bez wymiarów i bez informacji o tkaninie, to już powinna zapalić się lampka ostrzegawcza. Szczególnie przy marynarkach, spodniach, butach i sukienkach, bo tam dopasowanie robi największą różnicę.
Jak kupować mniej przypadkowo?
Nie chodzi o to, żeby nagle przestać lubić ubrania albo traktować każdy zakup jak decyzję inwestycyjną. Chodzi raczej o to, żeby nie kupować rzeczy, które od początku mają małe szanse na normalne życie w naszej szafie. Zanim coś kupię, coraz częściej zadaję sobie kilka prostych pytań: z czym to założę, czy mam już podobną rzecz, czy pasuje do mojego realnego trybu życia i czy kupiłabym to bez przeceny.
Bardzo pomaga też zasada trzech stylizacji. Jeśli nie umiem od razu wymyślić trzech zestawów z daną rzeczą, to znaczy, że prawdopodobnie będzie samotną wyspą w szafie. Piękna bluzka, która pasuje tylko do nieistniejącej spódnicy i butów, których nie mam, nie jest okazją. Jest początkiem kolejnych zakupów. A to już przestaje być oszczędność.
Warto też robić przegląd szafy przed wyprzedażami. Brzmi nudno, wiem. Ale kiedy widzisz, że masz pięć czarnych swetrów, trzy podobne sukienki i dwie pary spodni, których nie nosisz, dużo trudniej wmówić sobie, że kolejna rzecz jest niezbędna. Szafa bardzo szybko pokazuje, jakie mamy schematy. Ja na przykład potrafię kupować rzeczy do życia, które wygląda lepiej w mojej głowie niż w kalendarzu.
Najlepszy zakup to ten, który naprawdę nosisz
Najlepsze ubrania wcale nie muszą być najdroższe, najbardziej modne ani kupione w najbardziej spektakularnej promocji. Najlepsze są te, które nosisz często i bez kombinowania. Te, które pasują do Twoich butów, Twojej pogody, Twojej pracy, Twojego ciała i Twojego zwykłego dnia. To brzmi mniej romantycznie niż „perełka z wyprzedaży”, ale w praktyce daje dużo więcej spokoju.
Zakupy robią się łatwiejsze, kiedy przestajesz kupować fantazję o sobie. Nie kupujesz już sukienki na życie, w którym codziennie chodzisz na eleganckie kolacje, jeśli naprawdę najczęściej siedzisz przy laptopie i pijesz herbatę w kuchni. Nie kupujesz szpilek, jeśli wszędzie chodzisz pieszo. Nie kupujesz za małych spodni jako motywacji. Kupujesz rzeczy dla siebie takiej, jaka jesteś teraz. I nagle w szafie robi się mniej przypadkowo.
Jeśli miałabym wybrać jedną zasadę, którą naprawdę warto zabrać z tego tekstu, byłaby prosta: ubranie ma pasować do Ciebie, nie do przeceny, nie do manekina, nie do licytacji i nie do wersji Ciebie, która może kiedyś będzie miała zupełnie inne życie. Wtedy zakupy stają się mniej efektowne, ale dużo bardziej sensowne.
Update 2026: Temu, AliExpress i tanie zakupy z Chin
W 2026 roku do tej listy dopisałabym jeszcze jeden bardzo konkretny nawyk zakupowy: zamawianie przypadkowych rzeczy z Temu, AliExpress i podobnych platform tylko dlatego, że są śmiesznie tanie. Kiedyś problemem była sukienka z wyprzedaży, która nie pasowała do niczego. Dzisiaj dochodzą jeszcze kosmetyki, biżuteria, ładowarki, gadżety do domu, zabawki i ubrania, których jakości często nie da się realnie ocenić przed zakupem. I tu już nie chodzi wyłącznie o bałagan w szafie, tylko czasem o bezpieczeństwo.
Unia Europejska coraz mocniej przygląda się takim platformom. Komisja Europejska w 2025 roku wstępnie uznała, że Temu narusza obowiązki wynikające z Digital Services Act, bo według jej ustaleń konsumenci w UE mają wysokie ryzyko trafienia na produkty niezgodne z przepisami, między innymi zabawki dla dzieci i drobną elektronikę. AliExpress również pozostaje pod lupą Komisji w kontekście ograniczania rozpowszechniania szkodliwych i nielegalnych produktów.
Dane z europejskiego systemu Safety Gate też nie uspokajają. W 2025 roku odnotowano 4671 alertów dotyczących niebezpiecznych produktów, najwięcej od uruchomienia systemu w 2003 roku. Najczęściej problem dotyczył kosmetyków, zabawek oraz sprzętu elektrycznego, a najczęściej zgłaszanym ryzykiem były niebezpieczne substancje chemiczne. W raporcie wskazywano też między innymi kosmetyki z zakazanymi składnikami oraz produkty elektryczne mogące stwarzać zagrożenie.
Dlatego tania rzecz z chińskiej platformy nie zawsze jest „sprytną okazją”. Przy ubraniu ryzykujesz kiepski materiał, zły rozmiar i rzecz, która po jednym praniu wygląda jak ścierka. Przy kosmetykach, biżuterii, zabawkach, ładowarkach czy urządzeniach elektrycznych ryzyko jest dużo poważniejsze, bo produkt może mieć skład, którego nie umiesz zweryfikować, albo nie spełniać europejskich norm bezpieczeństwa. Komisja Europejska zwracała uwagę, że ogromna liczba tanich przesyłek spoza UE utrudnia kontrolę, a w 2024 roku do UE trafiło około 4,6 miliarda przesyłek o niskiej wartości, z czego 91% pochodziło z Chin.
Moja zasada na 2026 rok jest więc prosta: z Temu, AliExpress i podobnych miejsc nie kupowałabym rzeczy mających kontakt ze skórą, kosmetyków, produktów dla dzieci, elektroniki, ładowarek, biżuterii niewiadomego składu ani niczego, co ma pachnieć, grzać, świecić albo być podłączone do prądu. Jeśli już kupować, to najwyżej rzeczy niskiego ryzyka i nadal z pytaniem, czy naprawdę są potrzebne. Bo najtańszy zakup przestaje być tani w chwili, gdy szkodzi zdrowiu, psuje się po tygodniu albo po prostu dokłada kolejną niepotrzebną rzecz do domu.
Znam prawie wszystkie opisane sytuacje, oprócz jednej. Najbardziej znam kupowanie pod wpływem impulsu.... Kupię bo mi się podoba, a potem leży w szafie aż przytyje i nigdy więcej tego nie ubiore ! :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko;) Tak Po Prostu BLOG Będzie mi miło jak zajrzysz do mnie :)
O tak, kupowanie na wyprzedażach, bo to świetna okazja, a kiedyś na 100% to założę. Jeju, jak to świetnie do mnie pasuje, obecnie mam kilka takich rzeczy w swojej szafie, a w sumie to szkoda mi ich sprzedawać, haha, sytuacja bez wyjścia :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ♥
Ola z bloga: vleksvndrv.blogspot.com
dokładnie, to racjonalizowanie tych okazji jest straszne, a jednak w momencie kupowania wydaje się w pełni uzasadnione :O
UsuńJa na szczęście nie miałam takich sytuacji, które opisałaś. Chociaż może raz czy dwa zdarzyło mi się kupić pod wpływem impulsu, ale tak to raczej się jakoś kontroluję ;). Pozdrawiam! /Klaudia
OdpowiedzUsuńNASZ BLOG
Łatwo się wciągnąć w wir wyprzedaży, ciężko zachować umiar.
OdpowiedzUsuńOja, jestem chyba twoją zakupową siostrą... większość tych błędów znam doskonale! Teraz staram się hamować i robić przemyślane zakupy, ale te "super ceny z wyprzedaży" czasem aż za bardzo kuszą. Obserwuję i pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńhttp://ehbruh.blogspot.com/
hahaha witam zaginioną siostrę
UsuńPod niektórymi punktami również mogłabym się podpisać... Teraz o wiele rozważniej robię zakupy i zastanawiam się czy na pewno to coś mi się przyda. Moją największą zakupową wpadką był zakup sukienki w SH (jak na taki sklep to dość droga była) w rozmiarze chyba 40/42, gdzie normalnie noszę 36. Noo... Oczywiście leży nigdy więcej nie założona (oprócz w dniu zakupu). Na wyprzedaży natomiast pokusiłam się na dwie pary za małych butów. Później ciągle mnie sumienie gryzło i od tego czasu bardziej się kontroluję ;)
OdpowiedzUsuńRacja. DO Allegro mam zawsze sporo wątpliwości. Jak już musiałam coś tam kupić to sprawdzałam dany produkt i sprzedawcę kilkanaście razy. Na szczęście wszystko, co zamawiałam było trafne.
OdpowiedzUsuńzofia-adam.blogspot.com
ja na allegro zawsze czytam wszystkie opinie bo inaczej się nie przekonam :D
OdpowiedzUsuńgrlfashion.blogspot.com
Zapraszam;* odwdzięczam się za każdą obserwację :*
Tak Allegro to taka bardzo nie pewna platforma raz się uda a za drugim już nie koniecznie :)
OdpowiedzUsuńMało brakuje mi do 140 obserwatorów. Pomożesz?
Cudny masz blog- będę wpadać częściej
Obserwuje- Czekam na kolejne posty !!!
Zapraszam do mnie -klik
♥
Nienawidzę kupować ubrań przez internet, to moja największa zmora, o chyba, że sklep jest sprawdzony, a ja już znam swoją rozmiarówkę. Świetna koszula, i super pomysł na posta ;)
OdpowiedzUsuńCiekawy post! :)
OdpowiedzUsuńObserwujemy? zacznij i daj znać u mnie ;)
⤜ Mój blog "Demilla" ⤛
oj z tym jeszcze schudnę... a potem się okazuje że rzecz w szafie zalega ;/
OdpowiedzUsuńja muszę się ograniczyć z zakupami pod wpływem tzw. impulsu... to jest najgorsze;. obserwuję i zapraszam do siebie!
OdpowiedzUsuńOsobiście nie mam takich problemów, pewnie to dlatego, że nienawidzę wydawać pieniędzy. Uwielbiam wyprzedaże i chętnie bym kupiła duuużo rzeczy, lecz jak widzę na metce 30zł to potrafię się opamiętać, bo szkoda mi tyle dać a ubranie. W dodatku wyglądam brzydko w 90% rzeczy, które przymierzam, więc często wychodzę z płaczem z przymierzalni. :"D
OdpowiedzUsuń♡ CUTE HORROR-KLIK ♡
Nie mam na szczęście z tym problemu ;)
OdpowiedzUsuńKinga Dobrowolska – blog
Zapraszam serdecznie ♥
Z tym schudnieciem to sama tak miałam haha, ale jednak sie udalo schudnac i zmiesilam sie w te spodnie! A ja kupujac to chyba własnie tylko na wyprzedazach, bardziej stawiam na oszczednosc :)
OdpowiedzUsuńsensiblees.pl
Jednego błędu nie popełniam :D nigdy nie kupuję sądząc, że kiedyś schudnę :D
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc nie mam takich problemów, ale czasem mam tak że kupię bluzkę czy spodnie bo były tanie i mi się podobały, ale po głębszym przemyśleniu w domu - stwierdzam że nie pasują do mnie przez co idą w kont..
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
shikatemeku.blogspot.com
Dobrze to wszystko napisałaś. Ja z 4 tak miałam :P
OdpowiedzUsuńAch, niestety znam te sytuacje z doświadczenia. Wcześniej zdarzało mi się to często. Aktualnie trochę nad tym zapanowałam i staram się nie gromadzić rzeczy :P
OdpowiedzUsuńJa bardzo lubię kupować rzeczy z wyprzedaży, można wtedy upolować
OdpowiedzUsuń❄ Diamentowe myśli - MÓJ BLOG KLIK ❄
ja na szczescie tego nie robie! no moze czasem...
OdpowiedzUsuń:D hahaha
ale co do tej wersji - kupie bo schudne , albo nie wyrzuce z szafy bo schudne - mam osobna polke na to hahah :D
pozdrawiam i zapraszam do siebie, jeśli obserwujesz - daj znac, odwdziecze sie :) buziaki! tysiatestuje.blogspot.de
Ja przeważnie jak nakupuję dużo rzeczy - później oddaję, zaś jeśli kupię mało - przeważnie zostawiam :D
OdpowiedzUsuńwww.wkrotkichzdaniach.pl - coś, co Cię (mam nadzieję) zaciekawi :)
Ja na szczęście nigdy nie miałam problemu z 'kupie i schudne' ale pozostale znam :P
OdpowiedzUsuń>> VANILLIA96.BLOGSPOT.COM <<
Co powiesz na wspólna obserwacje? Daj znać u mnie! :)
Oooo kupie i schudne, skąd ja to znam :D
OdpowiedzUsuńTeż tak mam co do niektórych punktów haha świetny post!
OdpowiedzUsuńObserwujemy? :))
http://aaabydidi.blogspot.com/
ja tez od pewnego czasu mam tak, ze wole kupic jedna rzecz, ale taka super i przemyslana, niz kilka innych, w ktorych niezbyt pewnie sie czuje :p
OdpowiedzUsuńco powiesz na wspolna obserwacje? ja juz i to z ogromna checia! pozdrawiam
http://justemsi.blogspot.com/
Mój najwikszy błąd z przeszłości to były wyprzedaże, ale na szczęście już z tego wyrosłam i wolę zapłacić więcej i kupić coś lepszego :)
OdpowiedzUsuńZapraszam: Mój blog
Ja się cieszę że nie mam takich problemów. Jeśli juz cos kupuje na wyprzedaży to wiem na sto procent że nie będzie to bezużytecznie leżeć w szafie :)
OdpowiedzUsuńMój blog
Świetny post, ja największe problemy mam z ... kosmetykami. O ile z ubraniami jeszcze mam rozsądek, bo moja budowa ciała i rozmiar a'la wieszak w sklepie nie we wszystkim dobrze wygląda to dodatkowo jestem wybredna i takim cudem idąc do H&M i znajdując najmniejszy rozmiar S jestem ocalona - w nowej kolekcji to już całkowicie się topię, jednak wolałabym coś dopasowanego, a nie płachta jak na byka. Ale fakt - wyprzedaż to dobro i zło razem.
OdpowiedzUsuńZ ubraniami nie jest u mnie najgorzej, chociaż kilka razy zdarzyło się, że kupiłam coś, czego w sumie nie powinnam, bo albo nie leżało na mnie idealnie (ale przecena), albo wcale tak bardzo mi się nie podobało. Na szczęście takich rzeczy było niewiele. O wiele częściej zdarza mi się to z kosmetykami, ale czasem udaje mi się powstrzymać przed zakupem np. dzisiaj nie kupiłam kolejnej pomadki, mimo że miałam ją w ręce :D
OdpowiedzUsuńSzczerze powiem, że ja jakiś wielkich błędów zakupowych nie robie bo po prostu nie lubię na nie chodzić. Nawet znaczek "Sale" na mnie nie działa :D
OdpowiedzUsuńMam ten problem, że czasem pod wpływem impulsu kupuję coś czego nie noszę. W sklepie o jej świetna bluzka a w domu co ja znów kupiłam..
OdpowiedzUsuńMój Blog
Chyba wszyscy się na tym łapiemy :/ Szczególnie jeśli chodzi o wyprzedaże.
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy wpis!
ALEXANDRAK-BLOG.BLOGSPOT.COM
W najbliższym czasie nie planuję zakupów, więc nie powinnam popełnić żadnych zakupowych błędów :)
OdpowiedzUsuńNie zliczę ile razy kupiłam coś z wyprzedaży bo tanie, bo grzech nie wziąć a później nie mialam co z tym zrobić, bo w przymierzalni wyglądało super a w domu już nie :D z czasem nauczyłam się kupować z głową ^^
OdpowiedzUsuńpozdrawiam cieplutko myszko :*
ayuna-chan.blogspot.com
Ja jestem okropnie wybredna jeśli chodzi o ubrania, także raczej nie mam takich problemów :D
OdpowiedzUsuńpaulan-official-blog.blogspot.com
impulsy sa najgorsze zapraszam na rozdanie do mnie http://madziakowo.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńznam wszystkie sytuacje i nie jeden raz się już przejechałam.. najbardziej znajoma jest mi chyba sytuacja 3 i 4 :)
OdpowiedzUsuńhttp://karik-karik.blogspot.com/
Osobiście nie potrafię opanować się na wyprzedażach :)
OdpowiedzUsuńKupowanie na wyprzedażach to najwieksza zmora haha
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci obserwacji oraz komentarza. ☺ normalbutdidnot.blogspot.com (click)
Ja też często kupuje mówiąc sobie że "jeszcze schudnę".
OdpowiedzUsuńOstatecznie nigdy nie chudnę.
[*]
http://devildisorders.blogspot.com/
Przyznam szczerze, że zaczęłam stosować praktycznie każdą radę z tych, które tu ujęłaś (to raczej były negatywy, więc ja staram się działać odwrotnie xD). Na wyprzedażach kupuję tylko to, co jest mi aktualnie potrzebne i starannie wybieram ciuchy. Żeby nie było tak, że później leżą w szafie nienoszone i muszę je komuś oddać :P
OdpowiedzUsuńMnie też niestety zdarzają się niektóre z tych sytuacji, szczególnie kupowanie na wyprzedażach :c
OdpowiedzUsuńMój blog - HELLO-WONDERFUL
Pozdrawiam cieplutko:*
u mnie tak przypadkiem wychodzi, że akurat podczas wyprzedaży coś fajnego uda mi się kupić :) Klaudia J
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o sklepy z odieżą damską, to ja ostatnio znalazłam w tej galerii handlowej http://www.marywilska44.com/ świetny sklep. Na prawdę mają super ubrania i to w świetnych cenach. Do tego wybór jest ogromny!
OdpowiedzUsuń