Do Bułgarii jeździłam praktycznie co roku od 2022 roku. Wcześniej też zdarzało mi się tam jeździć (2014, 2016). Nigdy nie jechałam tam dlatego, że było najpiękniej. Nie jechałam dla zabytków, najlepszej kuchni świata (ok, grillowany Kashkaval czy też Kaszkawał jest super) ani luksusowych hoteli. Jechałam, bo wszystko się zgadzało. Morze było ciepłe, lot krótki, a ceny pozwalały odpocząć bez ciągłego zaglądania do portfela.
W tym roku po raz pierwszy zaczęłam liczyć każde wydane euro.
Nie dlatego, że nagle nie stać mnie na wakacje, ale jednak w moim odczuciu rachunki przestały pasować do tego miejsca, które czeka na nas na Słonecznym Brzegu.
Jeszcze rok temu sałatkę szopską widywałam za 7-8 lewa, góra 10 lewa, ale to już tak na bogato. Dzisiaj w wielu miejscach kosztuje 9 euro. Rok temu lokalne wino można było kupić za 8-14 lewa. Dzisiaj podobne butelki zaczynają się od około 6 euro. Piwo, które przez lata było symbolem taniej Bułgarii, kosztuje 4-5 euro (3 euro w happy hour!). Cola 4 euro. Burger 10 euro. Kurczak z frytkami 13 euro.
Nawet nie chodzi o to, że jest drogo. 16 zł za puszkę Coli to jednak jest drogo.
Bułgaria nagle nie stała się najdroższym krajem Europy. Problem jest dla mnie prosty Jakość przestała pasować do ceny. Jakość lat 90, ceny kurortu 2026. Nie wiem kto będzie klientem nowej Bułgarii, ale chyba nie Bułgarzy i wkrótce też nie Polacy.
Sunny Beach było tanie i właśnie dlatego tam wracałam
Kiedy kilka lat temu ktoś pytał mnie o Bułgarię, odpowiedź była prosta. Jeśli zależy Ci na luksusie, jedź gdzie indziej. Jeśli zależy Ci na jakościowym kurorcie, też znajdziesz lepsze miejsca. Jeśli jednak chcesz tydzień lub dwa nad morzem bez wydawania fortuny, Bułgaria była bardzo rozsądnym wyborem. Ciepła pogoda, jedzenie ok, cena bardzo fajna, bo zwykle cena zwykła jak w Polskim mieście.
Właśnie na tym polegał jej urok. Nie musiała wygrywać ze wszystkimi. Wystarczyło, że była wyraźnie tańsza niż inne gorące kraje.
Dzisiaj coraz trudniej mi polecić Bułgarię i to powiedzieć z czystym sumieniem. Hotele jeszcze są tanie, ale jak długo, skoro inne wszystko poleciało z ceną?
Bułgaria - ale dlaczego tak drogo?!
Jeśli mam wydać 10 euro na burgera, mogę równie dobrze siedzieć w Hiszpanii. Jeśli za zwykły obiad płacę 15 euro, zaczynam porównywać go nie z dawną Bułgarią, tylko z innymi krajami Europy. Jeśli drink kosztuje 8-10 euro, a cola 4 euro, przestaję mieć poczucie, że jestem w miejscu, które jeszcze niedawno było budżetową alternatywą dla Zachodu.
Ceny, które najbardziej mnie zaskoczyły
Najbardziej zdziwiło mnie to, że praktycznie każda cena jest okrągła.
7 euro. 9 euro. 10 euro. 15 euro.
Nie widzę cen, które wyglądają jak efekt zwykłego przeliczenia waluty. Widzę ceny napisane od nowa już pod euro. Takie, które nie mają przypominać turystom, ile to było w lewach.
Bo 9 euro za sałatkę szopską brzmi inaczej niż prawie 18 lewa. 4 euro za colę brzmi inaczej niż prawie 8 lewa. 15 euro za kurczaka z frytkami brzmi jak normalna cena wakacyjna. Prawie 30 lewa za taki obiad w Bułgarii brzmi już zupełnie inaczej.
Właśnie dlatego euro tak mocno zmienia odczucie cen. Nie chodzi tylko o kurs. Chodzi o to, że człowiek przestaje automatycznie pamiętać, ile płacił rok wcześniej.
Porównanie cen w Sunny Beach 2025 i 2026
| Produkt lub usługa | 2025 | 2026 | Note |
|---|---|---|---|
| Sałatka szopska | 7-8 lewa | około 9 euro | Najbardziej absurdalny skok. To było jedno z najprostszych i najtańszych dań. |
| Piwo | około 1,5-2 lewa | około 4-5 euro | Piwo przestało być symbolem taniej Bułgarii. |
| Lokalne wino | około 7-10 lewa | od około 6 euro | Podobne butelki kosztują prawie tyle, że przestaje to być mała wakacyjna przyjemność. |
| Cola | wyraźnie taniej | około 4 euro | 4 euro za colę w Sunny Beach brzmi jak żart, tylko rachunek jest prawdziwy. |
| Woda 1 l | bez większego bólu | około 1,5-2 euro | Woda za prawie 4 lewa nie pasuje do wspomnienia taniej Bułgarii. |
| Burger | tani wakacyjny obiad | około 10 euro | Za tyle mogę siedzieć w Hiszpanii. |
| Kurczak z frytkami | proste danie w rozsądnej cenie | około 15 euro | Nie przeszkadza mi kilkanaście euro za obiad. Przeszkadza mi, kiedy obiad nie ma a tu nie ma dobrej jakości jeśli chodzi o tego typu obiady. |
| Zupa | raczej tani dodatek | około 7 euro | Zupa za 7 euro w Bułgarii robi wrażenie, ale nie takie dobre. |
| Kawałek pizzy | szybka tania przekąska | około 7 euro | 7 euro za kawałek pizzy przy plaży brzmi jak cena z innego kierunku. |
| Dwie gałki lodów | tania wakacyjna rzecz | około 4 euro | Jeszcze do przełknięcia, ale już bez efektu taniości. |
| Taxi Sunny Beach - Nessebar | krótka trasa, mniej odczuwalna cena | często 10-15 euro | Kierowca mówi 15 euro, odchodzisz i nagle robi się 10 euro. Turystyczna gra w najczystszej formie. |
| Obiad dla dwóch osób | jeden z powodów, dla których Bułgaria miała sens | około 40-50 euro | To już budżet, przy którym zaczynam porównywać z Hiszpanią, Włochami i Grecją. |
Sałatka szopska za 9 euro! Boli bardziej niż burger za 10
Burger za 10 euro jeszcze mogę jakoś zrozumieć - ok. 40 zł. W wielu turystycznych miejscach w Europie tyle kosztuje zwykły burger. Nie jest to cena szokująca sama w sobie.
Szopska za 9 euro to dla mnie naprawdę. za dużo. Sałatka szopska była dla mnie jednym z tych dań, które idealnie pasowały do Bułgarii. Pomidory, ogórek, ser, prosta miska na stole, nic wymyślnego. Tanie, lekkie, wakacyjne i dobre. Koszt kilku kawałków pomidora (obstawiam pół pomidora, 1 ogórek i trochę serka). Stąd cena 9 euro tak bardzo rzuca się w oczy. Nie płacę za doświadczenie kulinarne, fine dining, którego nie znajdę nigdzie indziej. Płacę prawie 18 lewa za danie, które jeszcze rok temu kosztowało 7-8 lewa.
Nie i wcale nie przeszkadza mi to, że za obiad trzeba zapłacić kilkanaście euro. Przeszkadza mi, kiedy najprostsze dania dostają ceny jak w kurorcie, ale jakość, obsługa i otoczenie zostają dokładnie tam, gdzie były.
Euro nie podniosło jakości
Najłatwiej byłoby powiedzieć, że po prostu wszystko zdrożało. Tylko że dla mnie problem nie kończy się na samych cenach.
Gdyby razem z cenami zmieniła się jakość, pewnie inaczej bym na to patrzyła. Gdyby restauracje były wyraźnie lepsze, jedzenie ciekawsze, obsługa sprawniejsza, plaża bardziej zadbana, a kurort mniej męczący, można byłoby powiedzieć, że Bułgaria próbuje wejść na wyższy poziom.
Na razie częściej mam wrażenie, że wzrosły głównie cyfry w menu.
Słoneczny Brzeg nadal ma te same plusy i te same minusy. Morze jest blisko. Wieczorem wszystko świeci, gra i krzyczy. Restauracje stoją jedna obok drugiej. Ktoś próbuje Ci sprzedać wycieczkę, ktoś inny drinka, ktoś kolejny przejazd taksówką. Tylko ceny zaczęły udawać, że jesteśmy w zupełnie innym miejscu.
Taxi do Nessebaru i cena z kapelusza
Osobny temat to taksówki. Trasa Sunny Beach - Nessebar jest krótka. Na samochodzie wisi tabela z opłatą startową i ceną za kilometr. Teoretycznie wszystko powinno być jasne.
Wracając z plaży zapytałam taksówkarza, który parkował przy drodze ile kosztuje trasa do Nessebaru kierowca: 15 euro.
No dobra, odpowiedziałam że dziękuję i chciałam odejść. Nagle mówi, że nie no, to jednak... 10 euro.
Nie trzeba tu wielkiej analizy. Jeśli cena spada o 5 euro w kilka sekund, to znaczy, że nie rozmawiamy o realnym koszcie trasy. Rozmawiamy o tym, ile turysta zgodzi się zapłacić, zanim machnie ręką.
Kolejna sytuacja
Weszłam do kawiarni Big Mamma Sv. Vlas. Zamówiłam 2 mrożone kawy z mlekiem roślinnym. Fajnie barista mówi, że mają soję, migdał i owies. I ciastko, które stało w witrynce - cena ciacha 5 euro (trochę dużo, ale wyglądało ładnie).
Dostaję rachunek 20 euro, pytam za co?!
+3 euro za mleko roślinne, i ciastko za 8 euro, bo wg baristy jest za 8 euro tylko zły jest tag.
Zagryzłam zęby bo już ukrojone mi podał i wbiłam widelczyk. Ale siedzimy pijemy te cholernie drogie kawy i słyszę że zamawia bułgarka, również kawa z "owiseno mljako" więc owsiane mleko brała i jej nie doliczyli ekstra... ciekawe prawda?
Takie sytuacje psują mi odbiór miejsca. Kiedy co chwilę, ktoś chce mnie naciągnąć.
Nie sama cena. Bardziej poczucie, że co chwilę ktoś sprawdza, czy można Cię skasować trochę mocniej.
Bułgaria po euro przypomina mi historię Chorwacji
Kiedyś podobnie mówiło się o Chorwacji. Przez lata była dla Polaków rozsądnym kierunkiem. Potem coraz częściej padało zdanie, że Chorwacja już nie jest tania. Po wejściu euro wiele osób zaczęło mieć poczucie, że ceny w restauracjach i usługach turystycznych odjechały szybciej niż oficjalne komunikaty.
W Bułgarii widzę bardzo podobny schemat.
Na papierze można mówić o wygodzie. Nie trzeba wymieniać waluty. Łatwiej porównywać ceny. Euro jest stabilne, znane i wygodne dla turystów. Tylko że na miejscu człowiek nie myśli o stabilności waluty. Patrzy na rachunek za obiad i zastanawia się, kiedy szopska zaczęła kosztować jak pełne danie.
Może za kilka lat te ceny nikogo już nie zdziwią. Może nowi turyści przyjadą, zobaczą menu i uznają, że tak właśnie kosztują wakacje nad Morzem Czarnym. Dla mnie różnica jest widoczna, bo mam porównanie rok do roku. Byłam tu w 2023, 2024, 2025 i 2026. Widziałam, jak bardzo zmieniło się odczucie tych samych wakacji.
Czy Słoneczny Brzeg nadal się opłaca?
Nie chcę pisać, że nikt nie powinien jechać do Bułgarii. Dalej można tu spędzić fajny urlop. Dalej są osoby, którym Sunny Beach odpowiada. Dalej można znaleźć tańsze miejsca, szczególnie jeśli odejdzie się od plaży, wybierze market zamiast restauracji albo po prostu przestanie kupować wszystko tam, gdzie jest największy ruch turystyczny.
Tylko że dawny argument o taniej Bułgarii stał się dużo słabszy.
Jeszcze kilka lat temu odpowiedź była prostsza. Bułgaria była zdecydowanie i wyraźnie dużo tańsza. Dzisiaj patrzę na tutejsze ceny i coraz częściej myślę: skoro mam płacić tyle samo co w innych krajach EU, to może jednak Hiszpania?
Jeśli mam zapłacić 4 euro za colę, 10 euro za burgera, 15 euro za kurczaka z frytkami i 40-50 euro za obiad dla dwóch osób, zaczynam patrzeć szerzej. Nie tylko na cenę hotelu. Patrzę na cały wyjazd. Na jedzenie, transport, plażę, atrakcje, jakość miejsca i to, czy po prostu chce mi się tam wracać.
Nie żałuję, że jechałam, ale nie wiem, czy wrócę tak szybko
Bułgaria nadal ma swoje dobre strony. Lubię ten wakacyjny bałagan, ciepłe wieczory, szybki dostęp do morza i fakt, że da się tam zrobić prosty urlop bez wielkiego planowania. Nie mam potrzeby udawać, że nagle wszystko jest złe.
Zmieniło się coś ważniejszego. Przestałam czuć, że dostaję dobrą cenę za to, co jest na miejscu.
Kiedyś Słoneczny Brzeg wygrywał tym, że był niedoskonały, ale tani. W 2026 roku nadal jest niedoskonały, tylko już nie taki tani.
Szczerze mówiąc, jeśli w kolejnym roku będę miała wybrać między Hiszpanią, południem Włoch a Bułgarią, coraz trudniej będzie mi uzasadnić wybór Bułgarii ceną. Skoro wszędzie płacę podobnie za burgera, colę, drinka czy obiad przy plaży, zaczynam wybierać miejsce, które bardziej mnie ciekawi.
Tania Bułgaria się skończyła. Przynajmniej ta, do której ja wracałam.



Brak komentarzy :
Prześlij komentarz