Wschodnia Kreta potrafi zaskoczyć. Bez tłumów, bez tego zmęczonego poczucia, że wszystko już zostało przerobione przez tysiąc przewodników i dziesięć tysięcy rolek. Jeśli zastanawiasz się, gdzie pojechać na Krecie, żeby naprawdę odpocząć, a nie tylko odbębnić kolejne punkty z listy, Istron niedaleko Agios Nikolaos jest bardzo sensownym kierunkiem.
Było już o Krecie, ale Kreta zwykle kojarzy się z kierunkiem dość oczywistym i mocno turystycznym. Pytanie brzmi: czy są jeszcze miejsca, gdzie da się pojechać i nie mieć wokół siebie nieustannego tłumu? Są.
Tym razem chodzi o wschód wyspy. Mniej zdjęć w internecie, mniej ludzi, więcej spokoju. Brzmi podejrzanie dobrze, ale akurat tutaj to się zgadza.
Nie chcieliśmy biegać od punktu do punktu. Szukaliśmy miejsca, gdzie da się po prostu być. Istron, niedaleko Agios Nikolaos, okazało się dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy. Albo bardziej: tym, czego ja potrzebowałam. Prawdziwy odpoczynek. Bez wielkich planów, za to z uczciwą otwartością na to, co się wydarzy.
Wystarczy kilka dni na wschodniej Krecie, żeby przypomnieć sobie, że proste rzeczy jednak wygrywają z całym tym wakacyjnym zadęciem.
Jeśli lubisz mniej oczywiste miejsca, spokojniejsze plaże i trochę bardziej lokalny klimat, to Grecja ma jeszcze sporo do zaoferowania. Poniżej zostawiam kilka kierunków i wpisów, które mogą Ci się przydać przy planowaniu kolejnych wyjazdów.
Gdzie zatrzymać się na wschodniej Krecie
Naszą bazą było Istron, niedaleko Agios Nikolaos. Bardzo dobre miejsce, jeśli chcesz mieć blisko do plaży, ale nie budzić się w środku kurortu, który od rana pracuje na pełnych obrotach. Do Voulisma Beach mieliśmy jakieś 15 minut spacerem i ani razu nie pożałowaliśmy tego wyboru.
Plaża wygląda jak z katalogu biura podróży, tylko bez tej sztucznej oprawy, która zwykle psuje połowę efektu. Woda jest błękitno-turkusowa i przejrzysta, piasek miękki, złoto-biały, a w powietrzu unosi się ten specyficzny letni zapach: trochę słońca, trochę morza, trochę tymianku i oliwek, które potem lądują praktycznie przy każdym daniu.
Nie ukrywam, że każdego ranka cieszyłam się, że zrobiliśmy ten wyjazd trochę inaczej. Bez pędu, bez ciśnienia, bez wstawania z myślą, że trzeba już gdzieś jechać. Kawa na tarasie, cykady w tle i plan dnia układany dopiero po drugim łyku. Tym dłuższym drugim łyku.
Co zobaczyć na wschodniej Krecie
Jeśli już jesteś na wschodniej Krecie, szkoda byłoby nie zobaczyć choć kilku miejsc. Nie chodzi nawet o odhaczanie atrakcji, tylko o to, że ta część wyspy naprawdę ma czym zaskoczyć.
Agios Nikolaos
Agios Nikolaos to miasteczko na siedmiu wzgórzach, z jeziorem Voulismeni w centrum. W dzień spokojne, wieczorem rozświetlone i głośniejsze, ale nadal w granicach rozsądku. Nie jest tak efektowne jak Chania, ale właśnie dlatego da się je polubić szybciej. Spacer wokół jeziora to obowiązkowy punkt. Zgubienie się w bocznych uliczkach też.
Kritsa
Kritsa to górska wioska jak z pocztówki, tylko mniej pocztówkowa, kiedy już tam jesteś. Domy przyklejone do zbocza, wąskie uliczki, kobiety siedzące przed sklepikami, hafty, sery, oliwki i ten rodzaj spokoju, którego nikt nie próbuje sprzedawać jako atrakcji. Można tam po prostu zwolnić. Dobrze wypada też temat oliwy, bo okolica mocno stoi przetwórstwem.
Lasithi
Lasithi to płaskowyż, na który prowadzą serpentyny przez 18 wiosek. Sama droga już robi robotę, choć akurat nie lubię tego sformułowania, więc powiem inaczej: sama droga jest powodem, żeby tam jechać. Wiatraki, pola warzywne, widoki zmieniające się co zakręt i cisza, która nie udaje niczego więcej.
Vai
Vai leży na wschodnim końcu wyspy i jest otoczona naturalnym lasem palmowym. Sama plaża jest szeroka, a woda ciepła jak zupa, co akurat w tym miejscu nie brzmi jak zarzut. Palmy wyglądają dobrze nie tylko na zdjęciach. To miejsce ma własny klimat i nie trzeba go specjalnie podkręcać.
Mirtos
Mirtos to jedna z tych małych miejscowości, do których wpadasz na chwilę, a potem orientujesz się, że mijają kolejne godziny. Plaża nad Morzem Libijskim, mało ludzi nawet w sezonie, spokojne tempo i zero wrażenia, że wszystko zostało ustawione pod przyjezdnych. Zatrzymaliśmy się na kawę i zostaliśmy dużo dłużej, niż planowaliśmy.
Toplou
Toplou to klasztor, który kiedyś był twierdzą, a dziś daje dokładnie odwrotne odczucie: ciszę i porządek. Warto tu zajrzeć nie tylko dla samej architektury, ale też dla kontekstu. To miejsce przetrwało sporo i nadal stoi bez potrzeby robienia wokół siebie przedstawienia.
Jedzenie na wschodniej Krecie
Restauracje na wschodzie Krety to zupełnie inna kategoria niż miejsca przy największych kurortach. Jasne, klasyka jest wszędzie: souvlaki, mousaka, tzatziki. Tyle że prawdziwie dobrze robi się tam, gdzie stół przykryty jest biało-niebieską ceratą, a karta nie potrzebuje zdjęć. Właściciel wygląda trochę jak polski wąsaty wujek, tylko bardziej opalony, i bardzo chce ci wytłumaczyć, że właśnie to musisz dziś zjeść. Pokazuje palcami, kiwa głową, przekonuje. I zwykle ma rację.
Najbardziej zapamiętam Mariana i Onasis. Tawernę, do której trafiliśmy przypadkiem, wracając z Lasithi. Wiszące pomidory, czosnek, suszone dynie, winogrona. Sporo rzeczy z własnego ogródka. Zjedliśmy tam najlepsze cukinie faszerowane ryżem i małe serowe placki, od których robi się bardzo trudno zachować umiar. A potem właściciel próbował nas zagadywać o Polskę przy każdej kolejnej wizycie i opowiadał o okolicy z takim zaangażowaniem, jakbyśmy byli starymi znajomymi. Takich ludzi się pamięta.
Na Krecie kozy są dosłownie wszędzie. Przechodzą przez drogę, zaglądają do auta, ustawiają się do zdjęć, a potem nagle przestają być takie zabawne. Jedna zaczęła się do mnie zbliżać z bardzo konkretną energią, więc w panice wskoczyłam do samochodu. Niby dorosła kobieta, a jednak. Kozy mają charakter. Interesują je wasze jedzenie, wasza przestrzeń i średnio obchodzi je, czy akurat macie ochotę na bliższą znajomość.
Apartament i grecka codzienność
Nasz apartament w Istron był dokładnie taki, jakiego potrzebowaliśmy. Do tego złapany przed sezonem w bardzo przyzwoitej cenie. Dwa piętra, trzy balkony, kuchnia, salon i dużo przestrzeni. Białe ściany, hafty, drewniane okna. Rano budziło nas słońce, wieczorem siedzieliśmy na tarasie z winem i słuchaliśmy ciszy. Czasem przerywanej cykadami. Bardzo uczciwy układ.
Greckie toalety oczywiście bez wrzucania papieru do WC, ale to jest ten klasyczny element lokalnego folkloru kanalizacyjnego, o którym po prostu trzeba wiedzieć. Jeśli wracasz do greckich miejscowości i nie śpisz w hotelu udającym Dubaj, to takie są realia. Nie ma się co obrażać na infrastrukturę, tylko trzeba ją przyjąć do wiadomości.
Ceny na wschodniej Krecie
Za noc płaciliśmy 52 dolary, czyli poniżej normalnej stawki. Auto wypożyczyliśmy za 56 euro na cały tydzień. Trochę sfatygowane, ale jeździło, a to w takich historiach jednak ważniejsze niż estetyka. Jedzenie? Talerz lokalnych potraw i domowe wino zwykle wychodziły około 15–20 euro, a pita nad morzem z warzywami kosztowała zazwyczaj 5–7 euro. Wschodnia Kreta jest mniej turystyczna i to naprawdę czuć też w portfelu.
Sam lot zazwyczaj bywa najdroższą częścią całego wyjazdu, więc warto patrzeć na oferty last minute na Kretę, bo czasem da się upolować coś sensownego bez płacenia za samą nazwę kierunku.
Kiedy wracamy
To była podróż bardzo bliska zwykłej greckiej codzienności, tylko w ładniejszej wersji. Bez presji, bez listy "must see", bez tej potrzeby, żeby wszystko zamieniać w plan dnia. Po prostu eksploracja i bycie tu, gdzie akurat jesteś. W miejscu, które naprawdę potrafi ukoić i przypomnieć, że nie trzeba wiele, żeby poczuć się dobrze.
Daj znać, czy też trafiłaś kiedyś na takie miejsca. Niepozorne, a potem zostają w głowie na długo.
Wpis powstał we współpracy z Itaka, dziękuję za zaufanie
Chętnie pozwiedzałabym sobie Kretę. Bardzo chętnie.
OdpowiedzUsuńRównież miałam okazję odwiedzić Kretę i przejechać wyspę od wschodu do zachodu! Okolice Agios Nikolaos są przepiękne, zgadzam się!
OdpowiedzUsuń