Człowiek w poszukiwaniu sensu - książka, której długo się bałam

Recenzja Człowiek w poszukiwaniu sensu

Do tej książki zbierałam się długo... naprawdę długo. Od momentu zakupu do przeczytania minęły chyba z 4 lata. I to nie dlatego, że nie chciałam. Wręcz przeciwnie. Chciałam bardzo. Tylko trochę się bałam.

Słyszałam o niej dużo. Wiedziałam, że to nie jest lekka lektura. I chyba gdzieś w środku miałam taki strach, że zawiodę samą siebie. Że sięgnę po jedną z tych książek, o których wszyscy mówią z powagą: ważna, mądra, obowiązkowa... a ja po zamknięciu ostatniej strony pomyślę tylko: „to tyle?”.

Zwłaszcza że o Auschwitz, o obozach koncentracyjnych, o Holokauście przeczytałam już naprawdę sporo. A jednocześnie - druga prawda - od tych lektur minęły lata. I miałam z tyłu głowy takie poczucie, że może wypadałoby najpierw „odświeżyć wiedzę”, wrócić do historii, zanim sięgnę po coś takiego.

Wydawało mi się więc, że albo ta książka mnie poruszy wyjątkowo mocno... albo nie wniesie niczego, czego wcześniej bym już nie znała.

Pomyliłam się. I bardzo dobrze.

Bo to w ogóle nie była książka, jakiej się spodziewałam.

To nie jest tylko opowieść o obozie. To nie jest kolejna książka o wojnie. To jest książka o człowieku, a bardziej nawet o tym, co się z nim dzieje, kiedy zabiera mu się wszystko. Oraz co - mimo wszystko - zostaje.

Czytałam ją powoli. Momentami musiałam odkładać. Nie dlatego, że była „trudna” w sensie języka czy teorii. Tylko dlatego, że była ciężka emocjonalnie. Niektóre fragmenty po prostu trzeba było przetrawić. Zdarzało się, że czytałam kilka stron i odkładałam książkę na bok, bo czułam, że więcej na raz nie uniosę - trochę jak w momentach, które dobrze opisuje jak pokonać rozpacz.

A jednocześnie… to, co mnie najbardziej zaskoczyło, to nie był sam opis cierpienia. Tylko to, że w tym wszystkim jest miejsce na sens. Na wybór. Na coś, co trudno nazwać, ale co daje człowiekowi siłę, żeby przetrwać.

O wojnie i o człowieku

Viktor E. Frankl nie był tylko autorem tej książki z punktu badawczego, ale też człowiekiem, który przeszedł przez to, o czym pisze. Był psychiatrą i neurologiem, a jednocześnie więźniem nazistowskich obozów koncentracyjnych, w tym Auschwitz. Stąd to ogromne wrażenie jakie pozostawia nie jest ani suchą analizą, ani zwykłm wspomnieniem spisanym z dystansu. To spojrzenie kogoś, kto przeżył skrajne doświadczenie, a potem próbował zrozumieć, co w takich warunkach dzieje się z człowiekiem, jego psychiką i wolą życia. Dzięki temu ta książka jest jednocześnie bardzo osobista i bardzo uniwersalna

Viktor Frankl nadzieja

Jeżeli ktoś myśli, że to przede wszystkim reportaż albo dziennik z obozu, to naprawdę się zdziwi. Oczywiście ta warstwa jest obecna - i jest wstrząsająca. Nie da się przejść obok niej obojętnie. Ale to nie ona jest tu najważniejsza.

Najważniejsze jest to, co dzieje się w głowie człowieka.

Jak reaguje, kiedy traci wszystko? Jak bardzo potrafi się zmienić? Jak szybko przyzwyczaja się do rzeczy, które wydają się absolutnie nie do wyobrażenia? Jednocześnie - jak potrafi się nie poddać? I co właściwie sprawia, że jedni się poddają, a inni nie - trochę jak w tym podejściu: wykorzystaj swoją frustrację.

Dlatego ta książka przestaje być o przeszłości.

Nagle zaczynasz widzieć, że to wszystko - w innej skali, w innych okolicznościach - dotyczy też naszego życia. Tego codziennego. Tego zwykłego. 

Tego, w którym nikt nas nie zamyka w obozie, ale w którym też bywamy zmęczeni, przytłoczeni, zagubieni.

Sens życia - brzmi banalnie, dopóki się nad tym nie zatrzymasz

„Trzeba znaleźć sens życia”. Ile razy to słyszałam. Ile razy sama to gdzieś powtarzałam, trochę bez większego zastanowienia. Bo to brzmi dobrze. Ale też bardzo ogólnie. Trochę jak coś, co niby jest ważne, ale nie wiadomo, co właściwie z tym zrobić.

Po tej książce zaczęłam to widzieć inaczej.

To nie jest coś, co się „znajduje” i można odhaczyć. To nie jest jedno odkrycie, które rozwiązuje wszystko. To jest proces. Coś, co się dzieje cały czas. I co często wcale nie wygląda spektakularnie.

Sens nie zawsze jest wielki. Często jest bardzo zwykły.

To może być ktoś.
To może być coś, co robisz.
To może być odpowiedzialność, którą bierzesz na siebie, nawet jeśli nikt Ci za to nie bije braw.

I to było dla mnie mocne.

Bo nagle zobaczyłam, że to moje poczucie „bycia potrzebną” nie jest czymś banalnym. Że to nie jest coś, co się umniejsza. Wręcz przeciwnie - to jest fundament.

Cztery rzeczy, które zostały ze mną najmocniej

Nie będę udawać, że zapamiętałam wszystko. Nie zapamiętałam. Ale są takie rzeczy, które zostały ze mną bardzo konkretnie.

1. Miłość jako coś, co trzyma człowieka przy życiu

W obozie ludzie trzymali się życia, bo mieli dla kogo. Bo mieli kogoś w głowie. Kogoś, do kogo chcieli wrócić. Albo coś, co chcieli jeszcze zrobić.

Było dla mnie trudne do czytania, ale jednocześnie bardzo prawdziwe. Bo to pokazuje, że człowiek potrzebuje czegoś poza sobą. Że samo „przetrwanie” nie wystarcza.

2. Poczucie humoru jako mechanizm obronny

To był dla mnie jeden z najbardziej zaskakujących momentów. Że nawet w takich warunkach pojawiał się humor. Że ludzie próbowali się śmiać. Tworzyć jakieś absurdalne, drobne sytuacje, które pozwalały na chwilę złapać dystans.

I nagle pomyślałam, jak często my w codziennym życiu tego nie robimy. Jak szybko się spinamy, jak bardzo wszystko bierzemy serio - i jak bardzo dobrze oddaje to też ten tekst nie bądź najlepsza.

3. Ostatnia wolność - wybór swojej postawy

To jest chyba najmocniejsze zdanie z tej książki i jedno z tych, które zostają na długo: człowiekowi można odebrać wszystko, oprócz jednego - możliwości wyboru swojej reakcji.

I to jest trudne. Bo to oznacza, że nie zawsze możemy kontrolować to, co się dzieje. Ale zawsze mamy wpływ na to, jak na to odpowiemy.

Najprostszy przykład? Korek. Możesz się wściekać. Możesz się frustrować. Albo możesz ten czas wykorzystać inaczej. Posłuchać czegoś, pomyśleć, odpuścić.

Niby proste. A jednocześnie wcale nie takie oczywiste w praktyce.

4. Cel, który daje siłę

Frankl pokazuje bardzo brutalnie, że kiedy człowiek traci sens - traci też siłę do życia. A kiedy ma „po co” - potrafi wytrzymać naprawdę dużo.

I to nie jest tylko historia z obozu. To działa też dziś. Może nie w tak ekstremalnej formie, ale mechanizm jest ten sam.

Dlaczego ta książka nadal jest aktualna

Nie przypuszczałam, że coś, co powstało w takich realiach, będzie aż tak aktualne dzisiaj.

Bo my żyjemy inaczej. Nie jesteśmy w obozach. Nie pracujemy ponad siły w taki sposób. Nie jesteśmy traktowani jak przedmioty.

A jednak…

Mamy swoje wersje zamknięcia.
Mamy przeciążenie.
Mamy chaos informacji.
Mamy momenty, w których naprawdę trudno jest znaleźć sens.

I wtedy ta książka wraca. Trochę jak przypomnienie, że sens nie przychodzi z zewnątrz. Że trzeba go szukać. Czasem bardzo świadomie.

To nie jest łatwa książka. Ale potrzebna

Momentami brakowało mi słów. Naprawdę. Są fragmenty, które zostają w głowie i ciężko je „odłożyć”.

A jednocześnie to jedna z tych książek, które coś w człowieku układają.

Pokazuje najgorsze rzeczy, jakie ludzie potrafią zrobić innym ludziom. Ale jednocześnie pokazuje, że nawet w takich warunkach można zachować w sobie coś dobrego. Jakąś postawę. Jakąś decyzję.

I że to ma znaczenie.

Dużo większe, niż nam się wydaje na co dzień.

Na koniec - moje jedno zdanie po tej książce

Nie chodzi o to, żeby raz na zawsze znaleźć sens życia.

Chodzi o to, żeby go nie przestać szukać.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz