Nie umiem myśleć o Alzheimerze jak o abstrakcyjnej chorobie z ulotki w przychodni neurologicznej. Dla mnie on ma twarz mojej przyszywanej prababci (macochy mojego dziadka).
Babcia Mania była drobną kobietą o białych, krótko przyciętych lokach. Jej ręce miały ten specyficzny kolor skóry, który przychodzi z wiekiem - ciepły, przygaszony brąz, poprzecinany drobnymi bliznami. Dawno temu pracowała jako pomoc kuchenna i gorący olej zostawił na jej nadgarstkach małe ślady, jakby ktoś rozsypał tam pojedyncze kropki. Te same nadgarstki nosiły zawsze grube, srebrne bransoletki, które przy każdym ruchu cicho o siebie uderzały.
Mimo wieku, albo z powodu wieku, ciągnęło ją do ludzi. Lubiła opowiadać o swojej młodości, wracać do miejsc, których już nie ma, przywoływać kawiarnie, miejsca, sylwetki osób. Godzinami przeglądała stare gazety modowe z lat 70. i 80., które zbierała przez lata. Leżały w kartonach, polskie, ale też te po niemiecku, trochę po węgiersku, część po angielsku, dokładane później, już z innego etapu życia.
Nie była z nami połączona krwią, ale była rodziną bardziej niż wiele osób, które formalnie nią są. Dlatego tak trudno patrzyło się na moment, w którym pamięć zaczyna się kruszyć, najpierw po cichu, a potem już bez żadnych zahamowań.
To choroba, która może dotknąć każdego z nas
Najgorsze w tej chorobie jest to, że nie wchodzi do domu z hukiem. Nie przewraca stołu, nie tłucze szklanek, nie robi wielkiego wejścia.
Wchodzi jak drobna pomyłka.
Jak urwane zdanie w połowie wypowiedzi.
Jak historia opowiedziana drugi raz w ciągu jednego dnia, potem kilku godzin by zacząć być opowiadaną od nowa w ciągu 15 minut. Jak spojrzenie, w którym widać wysiłek, ale nie widać już pewności.
Potem było już trudniej udawać, że nic się nie dzieje. Prababcia zaczynała zdanie i zatrzymywała się w połowie. Nie pamiętała, co przed chwilą mówiła. Pytała, czemu przyszłyśmy, a po chwili dziwiła się, czemu już wychodzimy i czemu nie zostaniemy u niej na noc, jakbyśmy dopiero co przekroczyły próg. Siedziałyśmy z nią już przecież dłuższą chwilę. Czas przestawał się jej układać. Rozmowa też.
Patrzysz wtedy na kogoś, kogo znasz od dziecka, i nagle widzisz, że on stoi obok własnego życia. Ciało jest obecne. Głos jeszcze brzmi znajomo, gesty czasem też, a jednak coś się rozsuwa. Pamięć przestaje być domem, a robi się pokojem bez drzwi. 89 lat to piękny wiek, w zdrowiu, w sprawności fizycznej, tylko bez pamięci. Co zrobimy?
Najbardziej boli nie zapominanie faktów, tylko ludzi
Da się pogodzić z tym, że ktoś nie pamięta dnia tygodnia. Trudniej przełknąć moment, kiedy nie pamięta, kim dla niego jesteś. Alzheimer nie zabiera od razu całego człowieka. Zabiera go po kawałku. Najpierw coś błahego, potem coś ważniejszego, a na końcu rzeczy, które wydawały się nienaruszalne. Najbardziej bolało chyba, gdy przestała rozpoznawać swoje dzieci. Widać było w jej oczach łzy, gdy ktoś jej się ponownie przedstawiał, czułam, że ona na ten moment znowu wie, że choruje i że już nie wróci do nas jej pamięć.
Właśnie dlatego tak mocno wraca do mnie pytanie, co w ogóle znaczy zdrowie?
Nie takie z reklam i poradników, tylko prawdziwe. Zdrowie nie kończy się na wadze, wynikach badań i liczbie kroków. Zdrowie to też mózg, pamięć, orientacja, sen, relacje, rytm dnia, rozmowa z drugim człowiekiem. Pisałam już o tym z innej strony we wpisie o tym, dlaczego mózg starzeje się szybciej, bo im więcej czytam i obserwuję, tym mniej wierzę w proste odpowiedzi.
Mózg nie starzeje się w próżni
Nie mam potrzeby udawania, że znam jedno cudowne rozwiązanie. Nie znam. Widzę za to coraz wyraźniej, że mózg nie działa osobno, jak urządzenie odłączone od reszty życia. Mając te 30 lat zaczynam się zastanawiać, że czas przyspiesza. Znaczenie ma sen, jedzenie, ruch, poziom stresu, samotność, kontakt z ludźmi i naturą, a nawet to, czy człowiek ma jeszcze ciekawość świata. Czy już tylko będziemy rozmawiać z maszynami?
Sen wraca w tym temacie bez przerwy. Bez niego nie działa nic, a już na pewno nie głowa. Dlatego tak naturalnie prowadzi mnie to do tekstów od wpisu o melatoninie i odzyskaniu snu, przez 5 sposobów na lepszy sen, aż po tekst o tym, że chrapanie nie jest OK. Każdy z tych wpisów dotyka innego kawałka tej samej układanki. Myślę o tych rzeczach od dawna, one są a jednak ile razy coś zaczynam i odkładam?
Ruch też nie jest tu ozdobą do zdrowego stylu życia, tylko czymś konkretnym. Nie dlatego, że trzeba mieć sportową obsesję, ale dlatego, że ciało i głowa nie funkcjonują w osobnych światach. Na blogu pisałam przecież i ćwiczenia w parku, i o fit metamorfozie po pięćdziesiątce mojej mamy. Same w sobie nie są o Alzheimerze, ale wszystkie prowadzą do jednego - człowiek nie jest tylko głową albo tylko ciałem.
Jeśli nie zadbamy o ciało, to jak mamy zadbać o mózg, który karmi się tym co nasze ciało?
Jedzenie też zostawia ślad w pamięci
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę, że dieta nie jest osobnym tematem dla ludzi, którzy lubią układać jadłospisy. To część codzienności, która po latach odbija się także na mózgu przez oś jelito-mózg. Dla mnie w przyszłości nie będzie łatwo, bo oprócz diety dochodzi do tego codzienność z chorobą jelit, bo jelita i mózg też nie żyją osobno, mój mózg nie ma łatwo.
Pamięć karmi się też tym, czy człowiek jeszcze jest ciekawy
Kiedy obserwowałam prababcię, coraz mocniej czułam, jak ważne jest utrzymywanie głowy w ruchu. Nie mam na myśli nerwowego przebodźcowania, tylko zwykłe myślenie, uczenie się, rozmowę, czytanie, kontakt z ludźmi. Mózg też potrzebuje powodu, żeby nie zwinąć się do środka.
Dlatego w tym tekście pasują mi nawet wpisy, które pozornie stoją daleko od choroby, jak jak wziąć się do nauki języka obcego, książka wypożyczona na ponad 300 lat czy jak zintegrować grupę nastolatków w 60 minut. Wszystkie są o tym, że człowiek myśli lepiej, kiedy jest w relacji, kiedy się uczy, kiedy reaguje na innych. Nawet co się dzieje bez internetu ... tu sensownie.
Nie dlatego, że nostalgia za offline'em wyleczy demencję, tylko dlatego, że cisza, skupienie i bycie naprawdę obecnym też są dziś czymś rzadkim. A obecność ma swoją wartość i możemy tą wartość stracić.
Samotność jest cichsza od choroby, ale też niszczy
Jedna z najbardziej gorzkich rzeczy w tym wszystkim dotyczy relacji. Nie wierzę, że człowiek ma dobrze funkcjonować bez rozmowy, bez odwiedzin, bez zwykłego bycia komuś potrzebnym. Prababcia była coraz bardziej zagubiona, ale nadal potrzebowała ludzi. Nadal chciała, żebyśmy zostały. Nadal próbowała zatrzymać nas przy sobie, nawet kiedy nie wiedziała już do końca, kim jesteśmy.
Może dlatego tak mocno brzmią mi tutaj teksty o drobnych nawykach i codziennym dbaniu o siebie, choćby 15 minut dla zdrowia, 10 prostych nawyków, które poprawiają codzienność, zasady dobrego życia czy self-care jako produkt marketingu. Wszystkie można luźno połączyć z jednym pytaniem - co robimy codziennie, żeby nie rozpaść się od środka.
Do tego dochodzą teksty bardziej psychiczne niż medyczne, ale nadal potrzebne: pozytywna to-do lista, niech ktoś mi powie, że wszystko będzie dobrze i nawet stare celebruj sukcesy. Nie są o chorobie, ale są o człowieku, który próbuje zachować siebie.
Najbardziej zostają drobiazgi
Kiedy myślę o niej dzisiaj, nie wracają do mnie wielkie sceny. Wraca sposób, w jaki urywała zdania. To, jak patrzyła chwilę za długo, zanim dobrała imię. To, jak próbowała opowiadać i nagle sama gubiła własną historię. Wraca też to irracjonalne uczucie, że człowiek siedzi obok kogoś bliskiego i jednocześnie stoi przy kimś, kogo już częściowo nie ma.
Choroba pamięci jest okrutna, bo nie robi z człowieka kogoś innego od razu. Najpierw tylko przesuwa akcenty. Potem ściera kontury. Na końcu potrafi zabrać nawet zwykłe poczucie, że jest się u siebie.
Właśnie dlatego nie umiem traktować tematów zdrowia mózgu jak jeszcze jednego trendu. Dla mnie to nie jest modna checklista z nawadnianiem, spacerem i witaminami. To pytanie o to, czy da się ocalić jak najwięcej z siebie, zanim zacznie się powolne znikanie.
Kiedy dziś myślę o mojej przyszywanej prababci, nie myślę o diagnozie. Myślę o kobiecie, która była, siedziała w pokoju, tak bardzo chciała jeszcze być... raz mówiła do nas właściwym imieniem, a raz już nie.
Myślę o tym zawieszeniu w połowie zdania. O tym cichym pytaniu, czemu nie zostaniemy dłużej. I chyba właśnie dlatego tak trudno czytać o zdrowiu mózgu bez emocji.
Dla niektórych to nie jest teoria. To jest czyjaś twarz przy stole.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz