Czy wiesz, że pojęcie self-care wcale nie znaczyło świec zapachowych i wina po ciężkim dniu? Dziś słowo to wyskakuje z każdego kąta, atakując nas promocją kolejnych produktów, które mają przywrócić równowagę. Ale self-care w swoim pierwotnym znaczeniu było czymś zupełnie innym – aktem oporu wobec kapitalizmu i znakiem troski o siebie w trudnych czasach.

Termin self-care został wprowadzony przez Audrę Lorde, czarnoskórą, lesbijkę, feministkę i socjalistkę (w ten sposób sama się opisywała), która w swojej książce „A Burst of Light” pisała o walce z rakiem.
Dla niej troska o siebie była aktem radykalnym – samoprzetrwania w świecie, który nie wspierał takich jak ona. Było to coś więcej niż pielęgnacja – była to polityczna deklaracja, że wartość życia i zdrowia nie zależy od tego, jak postrzega nas świat.
Lorde mówiła o self-care jako o akcie, który ma znaczenie zarówno dla jednostki, jak i społeczności. To była troska o siebie po to, by mieć siłę walczyć o lepszy świat. Nie chodziło o odcięcie się od innych, ale o to, by zadbanie o siebie pozwoliło na realną zmianę społeczną. W tym tkwiła rewolucja: zrozumienie, że nasze dobro osobiste jest ściśle powiązane z tym, co dzieje się w społeczeństwie.
A teraz? Self-care stało się towarem. Każda reklama krzyczy: „Kup nasz produkt, postaw siebie na pierwszym miejscu!”. Jasne, to, że uczymy się dbać o siebie, to pozytywna zmiana, ale uproszczenie tego pojęcia do koreańskiej maseczki, wina czy wieczoru z Netflixem sprawia, że tracimy jego prawdziwe znaczenie. Self-care w wydaniu współczesnym stawia jednostkę ponad wszystkim – to, co Lorde widziała jako formę walki i troski o innych, dzisiaj stało się wymówką, by się od nich odciąć.
„Troska o siebie to nie jest luksus, to akt przetrwania”
Audra Lorde
Czy self-care naprawdę sprowadziliśmy to do jednorazowych przyjemności? Może czas wrócić do tego, czym troska o siebie była na początku – troską, która ma nas wzmacniać tak aby móc zadbać o innych. Bo świat nie zmieni się sam, a zaczyna się od małych gestów – od siebie i od naszej społeczności.
Oj tak. Ja doceniłam pewne małe gesty, w momencie, w którym zostałam matką - teraz wypicie gorącej kawy w spokoju jest luksusem, więc małe gesty wobec siebie są aktualnie na wagę złota.
OdpowiedzUsuńChyba wszystko zaczyna się od małych kroków.
OdpowiedzUsuń